• Wpisów:106
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 22:24
  • Licznik odwiedzin:9 038 / 1595 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Weszłam na ganek i zobaczyłam Ciocię.
-Siedzisz na podwórku? Komary cię zjedzą.
-Da się wytrzymać.
Paliła papierosa i popijała piwo. Usiadłam na krzesło niedaleko niej, jak gdyby nigdy nic.
-Gdzie Wujek?
-Siedzi w kuchni i pierdoli swoje głupoty. Lepiej mu się nie pokazuj, bo znowu będzie się czepiał.
-Ok.
Zaczęłyśmy rozmawiać o Wujku i jego gatkach. Wszyscy, którzy lepiej go znali narzekali na jego charakter. Potrafi przyczepić się do wszystkiego. Ciocia to młoda kobieta. Ma coś przed 40-stką. Strasznie niszczą ją papierosy ale nie potrafi rzucić. Zawsze mnie przed nimi ostrzegała, jednak niepotrzebnie. Wystarczy, że widzę jak wygląda mój tata. Codziennie wypluwa płuca. Rozmawiałyśmy do późna. Potem poszłam zjeść i spać.
Obudziłam się o 10. Zobaczyłam, że mam sms od Mateusza. "O 11 jedziemy do szpitala." Zwinęłam się szybko i poszłam robić sobie śniadanie. Nałożyłam dżinsy, jasną koszulkę i jeansową kurteczkę a potem ruszyłam na drogę. Chwilę poczekałam i przyjechał Mateusz. Nie mogłam się doczekać aż zobaczę Kamila. Droga strasznie mi się dłużyła. Na miejscu aż kusiło aby biec do jego sali. Tym razem mogłam siedzieć ile chciałam. Weszłam do sali wesoła, że mogę go zobaczyć lecz radość minęła gdy zobaczyłam, że on dalej bezwładnie leży.
-Cześć Kamilku - zaczęłam - Wiesz, że na Ciebie wciąż czekam? Liczę te wszystkie dni bez Ciebie i coraz bardziej mi się dłużą. Wczoraj tak bardzo chciałam abyś był przy mnie na tym ognisku...
Ujęłam jego dłoń. Ciepła i taka znajoma, aż prosiła aby ją trzymać.
-Bądź przy mnie. Mam ci tyle do opowiedzenia. Tym bardziej wczorajszy incydent z panną... Obrażała Cię, nie mogłam tego słuchać, musiałam to zrobić...
-Co zrobić?
Usłyszałam cichy głos. To był on, patrzył przed siebie lecz miał otwarte oczy. Szybko wstałam patrząc z niedowierzaniem.
-Kamil? Yezu Kamil! W końcu się wybudziłeś!
Ktoś wszedł do sali słysząc mój okrzyk. Była to pielęgniarka a za nią Mateusz.
-Proszę się odsunąć. Musimy zbadać czy wszystko pamięta. Zaraz przyjdzie lekarz.
Stałam patrząc z niedowierzaniem na Kamila. On może mnie nie pamiętać? Nie chciałam dopuścić do siebie złych myśli.
-Witam naszego śpiocha.
Wszedł lekarz, przeczytał coś z karty i spojrzał na nas. Nie wiem jaką miałam minę ale lekarz przyjrzał mi się trochę dłużej.
-Dobrze się pani czuje? Może...
-Gdzie ja jestem? - odezwał się Kamil.
-Jesteś w szpitalu. Jechałeś motorem w lesie i miałeś wypadek. - tłumaczył spokojnie lekarz.
Delikatnie rozglądnął się wokół. Spojrzał na swoje nogi. Chyba sprawdzał czy ma czucie w kończynach, jednak delikatnie się uśmiechnął i zapytał:
-A jak mój motocykl? Żyje?
Lekarz się troszkę roześmiał.
-Pewnie jest w lepszym stanie niż ty. Pamiętasz wszystko? Jak to się stało?
-Jechałem, tyle pamiętam.
-No dobrze, jak masz na imię?
-Eeej aż tak źle to chyba ze mną nie jest. Kamil... I, o... Siemka Mateusz. A gdzie... Boże, Paulina.
Odchylił bardziej głowę aby mnie zobaczyć, jednak skrzywił się troszkę. Podeszłam i wzięłam go za rękę.
-Nie płacz. Przecież żyję, nic mi nie jest.
-Tyle dni czekałam...
-Aż tak długo spałem? Ale mam dziwną gło...
Dłonią przejechał po reszcie swoich gęstych włosów. Gdy natknął się na bandaż, jego mina troszkę się zmieniła.
-Miałeś operację, ale przebiegła bardzo dobrze. jeszcze dwa dni i pojedziesz do domu- powiedział lekarz.
Uśmiechnął się do mnie. Boże jak mi brakowało tego uśmiechu. Kocham jego głos, jego uśmiech i te ciepło... Kocham go.
-No dobrze, jak tak zostawię was samych. Widzę, że wszystko jest w porządku. Nacieszcie się kolegą.
Lekarz i pielęgniarka wyszli.
-Stary! Ile tu się działo kiedy ciebie nie było. Wiesz, że wczoraj jedna dziewczyna dostała wpierdol od Pauliny?
-Coo? Nic ci nie jest?
Spojrzał na mnie troskliwie. Troszkę mnie to rozśmieszyło. W końcu to on leżał w szpitalu a nie ja.
-Nie, nic mi nie jest. Ręka dzisiaj troszkę mnie bolała ale bywało gorzej.
-I weź tu zostaw z takimi wariatami na chwilę kogoś. No dobra ale jak było?
-Jednym strzałem ją położyła...
-Potem ją kopnęłam więc nie jednym...
Kamil delikatnie się roześmiał.
-No, no. Aż żałuję, że tego nie widziałem. Nie mogę się doczekać aż wyjdę z tego miejsca. A tak w ogóle jak to było z tym wypadkiem. Pamiętam że coś mnie złapało za szyje.
-Linka... Taki debil rozwiesił linkę na motocyklistów w lesie. Trafiłeś szyją, lecz powodem operacji było uderzenie głową w podłoże - opowiadałam.
-Miałeś szczęście, bo Paulina zaraz po wypadku Cię znalazła. Szybko dostarczyliśmy cię do szpitala i tak oto jesteś - dokończył Mateusz.
-A jak tam Tomek?
-Odwiedzi cię pewnie, pogadacie sobie.
Wpatrywałam się w niego jak zaczarowana. Jak bardzo chciałam go przytulić... Spojrzał na mnie, głęboko w moje oczy aż w głowie mi zawirowało.
-Idę po kawę, chcesz Paulina?
Nie odrywając wzroku, odpowiedziałam:
-Nie, dzięki...
Gdy wyszedł, zaczęłam:
-Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam, jak się bałam... Kamil, nigdy więcej, rozumiesz?!
Przytuliłam się do niego. Pogładził mnie po włosach.
-Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć. Gdybym wiedział... To wszystko nie tak miało być. Przestań płakać, już dobrze...
Podniósł moją twarz. Położyłam się obok niego. Nasze twarze były blisko siebie. Otarł łzę z policzka i delikatnie mnie pocałował.
-Przepraszam, nigdy więcej nie zostawię cię samej na tyle czasu.
-Proszę, nie obiecuj. Wcześniej gdy to zrobiłeś...
-Ciiicho, nie denerwuj się.
Znów mnie pocałował. Jak mi tego brakowało... Poczułam delikatny język między moimi ustami. Odwzajemniłam tym samym. Nasze języki spotkały się w ciepłym tańcu. Dłonią przesuwał po moich włosach, szyi... Uwielbiam go. Usłyszeliśmy kroki. Niechętnie odsunęłam się od niego i wstałam. Zaraz potem wszedł Mateusz. Znów spojrzałam na Kamila. W jego oczach widziałam iskierki. Chyba zobaczył u mnie to samo, bo uśmiechnął się szeroko.
 

 
Podeszła bliżej czego na pewno potem żałowała. Rzuciłam się na nią. Prawa, ściśnięta ręka trafiła prosto w jej twarz. Skuliła się. Popchnęłam ją nogą, aż upadła. Nie spodziewała się aż tak szybkiej reakcji z mojej strony. Wszyscy, którzy obserwowali chłopaków, przenieśli wzrok na nas. Ja stałam nad leżącą dziewczyną i krzyczałam. Nikt się nie odzywał.
-Zrobiłam więcej niż ty przez całe swoje życie szmato! Jeśli nie wiesz o co chodzi to się nie wcinaj jak majtki w dupę. Co, teraz milczysz? Nagle opuściło cię bohaterstwo?
Chciałam krzyczeć dalej lecz przed mną stanął jej chłopak, broniąc jej. Ktoś mnie złapał z tyłu za ręce i odsunął. Zobaczyłam, że to Karolina i Mateusz.
-Zbieramy się, zaraz tu będzie piekło - powiedział do mnie Tomek. Złapał za ramię Mateusza i ruszyliśmy w stronę motocykli. Pożegnałam Karolinę, która również poszła do domu. Usiadłam na motocykl zaraz za Mateuszem i pojechaliśmy. Pierwszy był Tomek. Dawał jakieś znaki światłami dla Mateusza. Zatrzymaliśmy się w innym miejscu nad jeziorem. Jakaś mała plaża na której nikogo nie było. Zobaczyłam, że przyjechała też panna Tomka.
-Co to było! - powiedział roześmiany Tomek. Ja wciąż byłam zła i nie mogłam cieszyć się swoim zwycięskim strzałem.
-Tu się wyzywają przez 10 minut, wpada Paulina i koniec imprezy - kontynuuje rozbawiony Tomek - tego się nie spodziewałem. Masz większe jaja niż tamten co umiał tylko kłapać dziobem haha
Spojrzałam na Mateusza, który również był wciąż zdenerwowany. Uśmiechnął się troszkę.
-Zaskoczyłaś nas. Nawet nie zauważyłem kiedy znalazłaś się obok mnie, a tu nagle stoisz nad panną.
-Zasłużyła sobie - odpowiedziałam twardo.
-Spokojnie, już po sprawie - powiedział Mateusz.
-No no. To na ostro poleciałaś. Na dzisiaj impreza skończona. Ja idę odwieźć Magdę, a ty Mateusz odwieź Paulinę i lecimy na chaty.
A więc ma na imię Magda, teraz już wiem- rozbawiłam się w duchu. Popatrzyłam na swoją dłoń na której nie było ani znaku. Poprzez napływającą adrenalinę nie poczułam nawet bólu. Moje malutkie ego podniosło się trochę. W końcu pokazałam, że umiem nie tylko płakać. Pożegnaliśmy się wszyscy, a Mateusz odwiózł mnie na miejsce.
-Kurcze, żeby Kamil to zobaczył, byłby z ciebie dumny - powiedział Mateusz siedząc na motocyklu.
-No chyba nie. Wątpię czy by chciał abym biła się z innymi.
-Na pewno martwiłby się o ciebie czy byś dała sobie rady, ale dobrze ci poszło.
Roześmiał się. Pogadaliśmy chwilę o tym o której jutro jedziemy do szpitala, pożegnaliśmy się i ruszyłam do domu. Czyli jednak dobrze, że nie wzięłam okularów. Jeszcze bym je zniszczyła i żałowała potem. Weszłam na ganek i zobaczyłam Ciocię.
 

 
Przecież wszystko będzie dobrze, wystarczy tylko czekać.
Następny dzień minął monotonnie. Pomagałam, kręciłam się w kółko i bawiłam się z Hubertem. Czekałam aż w końcu napisze do mnie Mateusz abym wyszła na drogę. Nie mogłam dłużej wytrzymać gatki Wujka. Ciągle zadawał mi głupie pytania. Miałam go dość. Gdy dostałam sms o treści "O 19:30 wyjdź na drogę" aż mnie nosiło do przygotowań. Czesanie włosów i robienie powoli makijażu uspakajało mnie. Ubrałam krótkie jeansowe spodenki, czarną bluzkę w znaczki batmana i trampki. Popryskałam się sprayem od komarów i myślałam co jeszcze mogę zrobić. Popatrzyłam na moje idealne kreski na oczach. Szkoda, że okulary musiały je zakrywać. Zdjęłam je i popatrzyłam jeszcze raz. Mój wzrok nie był aż tak strasznie słaby, jednak musiałam nosić okulary. Tym razem odpuszczę sobie. Popryskałam się perfumą i wyszłam.
-A gdzie okulary? -zapytał Mateusz ze zdziwieniem gdy byliśmy już na miejscu.
-Śpieszyłam się a nie chciało mi się wracać. Nawet nie zauważyłam, że ich nie mam - skłamałam. Nie chciało mi się tłumaczyć, że mam zbyt idealne kreski. Facet tego nie zrozumie. Na miejscu było sporo osób, niektórych poznałam po twarzach. Miejscowi chłopacy i dziewczyny. Reszty nigdy nie widziałam. Przywitałam się ze wszystkimi. Niektóre imiona zapamiętałam lecz większość uciekła zaraz po odejściu od osoby. Miałam słabą pamięć do imion. Szybciej zapamiętałam buty bądź coś charakterystycznego na twarzy. Usiadłam obok Mateusza. Tomek siedział z jakąś dziewczyną, której imienia już nie pamiętałam. Nie miała nic specjalnego w sobie. Mateusz podał mi piwo.
-Masz, pieski i tak tędy nie jeżdżą więc można spokojnie wypić.
-Wiem, że mało kiedy odwiedzają te tereny. Nie jestem w tej miejscowości pierwszy raz.
-Serio?
-Tak, rozpoznałam już niektóre tutejsze osoby.
Otworzyłam piwo i powoli piłam. Odpłynęłam na chwilę myślami o Kamilu. Byłam ciekawa kiedy się wybudzi.
-Hej, Paulina prawda?
-Tak.
-Świetna bluzka, jestem Karolina. Widziałam Cię parę razy jak biegałaś. Mieszkasz w tym pensjonacie?
-Nie, u rodziny. Ciocia i Wujek prawie co roku mnie tu zabierają.
Niewysoka brunetka, przeciętna. Rozmawiałam z nią tylko temu, że troszkę się nudziłam. Rozmowa toczyła się głównie o tym co można robić na takim zadupiu. Dowiedziałam się nawet, że można wypożyczyć tu kajaki. Kończyłam już drugie piwo, gdy zobaczyłam, że chłopaki zaczęli małe zamieszanie.
-Gdyby tu tylko był, to by Ci wpierdolił! - darł się na całe gardło Mateusz. Za nim stał Tomek i jego panna. Resztę osób rozwiało na około. Wstałam zobaczyć o co się rozbiega.
-Lepiej tam nie idź, zaraz się uspokoją - powiedziała do mnie Karolina.
-Chwilka, jestem tu z Mateuszem. Nie chcę aby coś mu się stało.
-Ale go nie ma więc chuja mi zrobi! - krzyczał inny chłopak do Mateusza. Trzymała go jakaś panna.
-Tomek, o co chodzi?
-Ten dupek wyzywa Kamila. Tamten kłusownik to jego wujek i zwala wszystko na nas, za całe zamieszanie.
-Że co?!
Stanęłam obok Mateusza. Chłopak przede mną był przeciętnego wzrostu i przeciętnej budowy. Panna obok, szczupła blondyna o głupim uśmieszku, niby go uspakajała, lecz widziałam, że czeka na bójkę. Lubiła zamieszanie.
-Zobaczysz, niech tylko wyjdzie a pożałujesz wszystkich słów cioto - krzyczał Mateusz.
-Sam jesteś cioto! - krzyczała blondyna. Nawet jej głos był głupi, denerwował mnie.
-Nie wyzywaj go debilko skoro go nie znasz.
Blondyna skupiła wzrok na mnie. Jej małe wścibskie oczka obejrzały mnie od dołu do góry. Trochę się zawahała. Przewyższałam ją wzrostem jak i sprawnością. Ona była szczupła ale nie wysportowana.
-A ty po co przylazłaś? Nawet nie wiesz o co chodzi!
-Bardzo dobrze wiem. Kamil to mój chłopak.
Dziewczyna puściła swojego boja i zainteresowała się mną. Chyba chciała podkręcić emocje i zdenerwować również i mnie. Nie musiała tego robić, bo ręce same zaciskały się w pięści. Chłopacy dalej wyzywali się na wzajem, a dziewczyna wypaliła do mnie:
-Ooo. To widzę, że cała paczka! I co? Nie uratowałaś swojego Romeo?
Podeszła bliżej czego na pewno potem żałowała.


  • awatar wikarzep: Kocham <3
  • awatar paw2001: Świetny rozdział , czekam z niecierpliwością co wydaży się dalej :-*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zdziwiony, odebrałem.
-Słucham.
-Mateusz, nie wiesz co się stało.
-No to dajesz a nie owijasz.
-Kamil miał operację...
-Co kurwa?!
-Czekaj, czekaj... Też mało tak nie zareagowałem przy dziadkach Kamila. Ale do rzeczy, wycieli mu małego guza. Jego stan dalej jest stabilny. W ciągu paru dni powinien się obudzić, tylko się zregeneruje.
-Gdzie jesteś?
-Już w szpitalu od pół godziny. Rodziców i dziadków Kamila nie ma.
-Czyli spokojnie mogę wpadać z Pauliną. Godzina, półtorej i jestem.
-Dajesz. Tylko wiesz, żeby ona nie panikowała.
-Ty jej to powiesz. Aby spokojnie.
-Że co?
-Dobra, kończę. Muszę się zbierać. Na razie.
Gdy tylko odłożyłem tele, zobaczyłem wiadomość. Odpisała Paulina "O której tylko chcesz." Odpisałem jej aby za pół godziny była gotowa. Poszedłem do łazienki się ogolić.
***********************
Byłam już po śniadaniu gdy dowiedziałam się, że na drodze mam być za pół godziny. Czemu nie mogliśmy jechać tak jak wczoraj? Nie miałam czasu na myślenie. Ubrałam białą bokserkę, jeansowe spodenki i białe reeboki. Poczesałam włosy, złapałam torebkę i ruszyłam. Wyszłam o dziwo na nikogo nie wpadając. Wujek był w garażu, brat cioteczny oglądał telewizor a Cioci nie widziałam. Gdy zobaczyłam już Mateusza, był lekko podenerwowany. Nie wiem czemu, ale przychodziły mi do głowy czarne scenariusze. Kiedy zaczęłam wmawiać sobie, że wszystko jest w porządku, zatrzymaliśmy się przed szpitalem.
-Coś się stało?
-Tomek Ci wyjaśni.
Czemu on nie może mi powiedzieć? Nie mogłam się doczekać aż zobaczę Kamila i Tomka. Nie zwracałam uwagi na otaczających mnie ludzi. Szłam szybko za Mateuszem. Gdy Tomek nas zobaczył, wstał i podszedł.
-Siema.
-Siema, powiedz dokładnie jak...
-Coś stało się dla Kamila? - wcięłam się dla Mateusza.
-Spokojnie, wiem, że to strasznie brzmi, ale Kamil dalej jest w stanie stabilnym...
Spokojnie? Miałam chęć pobiec do Kamila i zobaczyć co się stało. Aż krzyczało we mnie abym biegła. Oddychałam powoli, nie chciałam odwalać scen. Brakuje jeszcze tego abym była uspakajana przez chłopaków, a może i lekarzy.
-Powiesz dzisiaj czy mam sama zobaczyć?
-Miał operację, usunęli mu małego guza, który mógł uszkodzić mózg. Operacja odbyła się dzisiaj w nocy. Wszystko było zgodnie z planem i mózg nie został uszkodzony. W ciągu paru dni powinien się obudzić. Naprawdę wszystko jest w porządku - uspokajał Tomek.
-Mogę go zobaczyć? -zapytałam szybko.
-Nie. Około 15-stej będzie można go zobaczyć ale to i tak na chwilę. Pielęgniarki mówiły, że nie można go niepokoić. On jest w śpiączce ale może nas słyszeć.
Oddychałam powoli i dopiero sobie uświadomiłam, że ściskam torebkę. Wmawiałam sobie, że wszystko jest w porządku aby nie panikować.
-Idę po coś do picia, wziąć coś i wam? - zapytał Mateusz.
-Nie, dzięki - dopowiedzieliśmy. Usiadłam z Tomkiem na krzesełka. Nie wiedziałam o czym gadać. Mało kiedy zostawałam z nim sam na sam. Z Mateuszem jakoś się dogadałam. Kamil ma szczęście, że ma takich kolegów. Ciągle są przy nim. Mateusz wydaje się bardziej przyjazny ale to Tomek ogarnia wszystkie informacje.
-Jak myślisz. Jak to wszystko się potoczy? -spytałam, nie wiedząc od czego zacząć.
-Wierzę, że Kamil wyjdzie z tego. Na pewno przez resztę wakacji nie usiądzie na motocykl. Ja z Mateuszem nie dopuścimy do tego. Zastanawiam się tylko co to będzie, gdy rodzice Kamila będą chcieli zabrać go do domu. Mam nadzieję, że nie wpadnie to im do głowy. Inaczej Kamil zrobi im piekło. Przewróci wszystko aby zostać tu, dla Ciebie.
Spojrzał na mnie porozumiewawczym wzrokiem. Zadzwonił jego telefon, wstał i odebrał. Odszedł aby mógł spokojnie porozmawiać. Siedziałam sama. Wyjęłam telefon z torebki i weszłam w google. Zaczęłam szukać informacji na temat operacji głowy, guzów itp. Czytałam różne wypowiedzi. Niektóre podnosiły mnie na duchu, inne dołowały. Po jakimś czasie przyszedł Mateusz i usiadł obok mnie. Powiedział, że Tomek musiał coś załatwić i wyszedł. Czytałam dalej. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam na ramieniu Mateusza. Obudziłam się jakiś czas później.
-Oj, przepraszam. Czytałam informacje na temat takich operacji i znużyło mnie. Pewnie zdrętwiało ci ramię, co?
Uśmiechnął się i pomasował ramię.
-Co tu ukrywać, troszkę.
-Przepraszam. Nie chciałam.
On roześmiał się przez co mi też poprawił się humor.
-Nie odpadło, widzisz? Wiesz która godzina? Prawie 15-sta. Zaraz będzie tu Tomek i wejdziemy zobaczyć naszego pechowca.
Ucieszyłam się, że w końcu zleciał ten czas. Znów będę mogła dotknąć Kamila. Wstałam, rozprostowałam kości i uśmiechnęłam się do Mateusza. Gdyby nie on, nie wiem jak bym dotarła do szpitala. Nie zobaczyłabym Kamila i dalej bym rozpaczała w pokoju. Byłam mu strasznie wdzięczna. Czekaliśmy parę minut na Tomka i poszliśmy we trzech do pielęgniarki. Po rozmowach i poleceniach pielęgniarki abyśmy byli cicho, wpuściła nas na salę. Gdy go zobaczyłam z bandażami na głowie, w oczach pojawiły mi się łzy. Szłam na nogach jak z waty. Gdy byłam już obok Kamila zobaczyłam, że nie miał on części włosów. Jego piękne, bujne włosy w jednym miejscu zostały przycięte. Miejsce gdzie było zabandażowane zapewne było wygolone.
-Tył głowy waszego kolegi został wygolony, ponieważ włosy mogły przeszkodzić w operacji -powiedziała spokojnie pielęgniarka.
Wciąż nie mogłam uwierzyć. Delikatnie ujęłam jego dłoń.
-To tylko włosy, odrosną.
Ktoś mnie uspokajał ale nie pamiętam kto. Kamil leżał spokojnie tak jak wcześniej. Wytarłam łzy, ogarniając się. Musiałam być silna. Przecież wszystko jest w porządku, a on niedługo się wybudzi.
-Powinniście już wyjść. Niech odpoczywa.
Schyliłam się nad Kamilem i delikatnie pocałowałam go w policzek.
-Pamiętasz? Obiecałeś, że ze mną będziesz, że mnie nie opuścisz. Wciąż w to wierzę - szepnęłam mu do ucha. Ktoś ujął mnie za ramię i wyprowadził. Patrzyłam się w ziemię. Oddychałam głęboko. Musiałam wziąć się w garść. Z dobrego humoru nie zostało już nic. Wyszliśmy ze szpitala. Świerze powietrze orzeźwiło mnie. Stałam i patrzyłam przed siebie, gdy obok mnie Tomek i Mateusz rozmawiali o jakimś ognisku. Nie interesowało mnie nic. Czekałam aż zakończą rozmowę. Jeśli nie mogę być przy Kamilu, chcę jak najszybciej znaleźć się w pokoju. Miałam chęć na mocną herbatę.
-Jutro nie przyjedziemy do szpitala - wyparował Mateusz.
-Jak to?
-Ja muszę pomagać przez cały dzień a Tomek musi jutro jechać do rodziny. Miał telefon. Dopiero wieczorem będziemy wolni ale wtedy nie będzie można już odwiedzać.
Westchnęłam, ale nic więcej nie mogłam zrobić. I tak wiele mi pomógł. Nie miałam sił aby cokolwiek innego wymyślić.
-No cóż...Dziękuję chociaż za tyle.
-Jak nie chcesz nudzić się jutro wieczorem to mogę wpaść po ciebie i pojedziemy na ognisko. Może się trochę rozluźnisz i nie będzie dłużył ci się czas do następnego wyjazdu.
-Odpowiem Ci sms, bo na razie sama nie wiem. Dzięki, że się o mnie martwisz.
Gdy wróciłam do domu było po 16-stej. Zjadłam i wypiłam herbatę o której marzyłam. Krzątałam się po domu, pokazując domownikom, że jestem. Siedziałam i oglądałam telewizor gdy do salonu weszła Ciocia i usiadła na kanapie.
-Co oglądasz?
-Jakiś film dokumentalny. Zagłada świata i te sprawy. Chcesz abym coś pomogła?
-Na razie nie, potem możesz iść ze mną doić krowy. Nie chce mi się tam samej siedzieć. Kto dzisiaj po ciebie przyjechał motorem?
-Kolega - odpowiedziałam tak jakby to było wiadome.
-Aha, słyszałaś o wypadku tego chłopaka? Uważaj jak z nimi jeździsz.
-Ze mną jeździ powoli. Oni wiedzą, że trzeba uważać kiedy jedziesz z drugą osobą. Gdzie Hubert? - zmieniłam temat pytając o jej syna.
-Poszedł do sąsiadów. Jadłaś obiad? Były schabowe.
-Zaraz sobie odgrzeję, szkoda żeby się zmarnowały takie pyszności.
Wstałam, uwalniając się od rozmowy. Poza tym za bardzo lubię schabowe abym miała z nich zrezygnować. Wstawiłam do mikrofali stojąc obok i myśląc o Kamilu. Telewizor to naprawdę dobra rzecz jeśli chodzi o zajmowanie niepotrzebnych myśli. Patrzysz w migające obrazy, słuchasz hipnotyzującego głosu, który opowiada o tym co stanie się za ileś tam tysięcy lat. Nigdy nie lubiłam starych, polskich filmów. Przyzwyczaiłam się do głosu lektora, który przejmująco tłumaczy amerykańskie słowa. W milczeniu zjadłam danie. Było pyszne pomimo tego, że odgrzewane. Później przebrałam się w domowe ciuchy i poszłam z Ciocią. Pomimo tego, że rozmawialiśmy o temacie odległym i niepowiązanym z Kamilem, to i tak o nim myślałam. Zachodzące słońce, tamten moment gdy pokazał mi swoją górę. Gdy wróciłam do domu usiadłam przed telewizorem zabijając czas. Odpisałam dla Mateusza na temat ogniska. Nie chciałam się nudzić i jeszcze bardziej dołować. Przecież wszystko będzie dobrze, wystarczy tylko czekać.
 

 
Po środku, między dwoma łóżkami leżał Kamil. Przełknęłam ślinę i ruszyłam wolnym kokiem, Mateusz został w drzwiach. Uspokoiłam się gdy usłyszałam równy oddech Kamila. Spojrzałam na jego twarz. Aż brakowało jej tego uśmiechu, który pokazywał jego pewność siebie. Usiadłam na krzesełko obok. Jego ciemne i gęste włosy aż prosiły się oto aby ich dotknąć. Przez głowę przeszła mi myśl czy dalej pachną miętowym szamponem. Łapałam każdy szczegół. Dłonie które leżały spokojnie. Wciąż pamiętam ich dotyk, ile bym oddała aby mnie teraz trzymały. Rozchylone usta. Te pocałunki od których chciało się więcej. Jasna skóra, której ciągle chcesz dotykać. Wszystko to miałam przed sobą ale nie mogłam się tym nacieszyć. Nie powstrzymałam się i ujęłam jego dłoń. Brakowało tylko uścisku z jego strony. Zupełnie zapomniałam o otaczającym mnie świecie. W drzwiach nie było już Mateusza, a przed sobą zobaczyłam staruszka który siedział na łóżku.
-Nie płacz, wyjdzie z tego, to silny i młody chłopak.
Uśmiechnął się do mnie, a ja wytarłam mokre policzki. Jak długo przyglądał się tej scenie? Uśmiechnęłam się niepewnie. Staruszek miał bystre oczy pomimo tego, że prawie się nie ruszał. Zapewne gdyby nie wiek i dokuczające zdrowie, dalej by korzystał z życia. Mężczyzna powoli wstał i poszedł, widząc, że przeszkadza w ważnej chwili. Znów wróciłam wzrokiem do Kamila. Kiedy tak bardzo go pokochałam? Przytuliłam dłoń do policzka i siedziałam, patrząc jak jego klatka piersiowa unosi się spokojnie w górę i dół. Musiało minąć sporo czasu, bo zaraz obok mnie pojawił się Mateusz, a staruszek wygodnie spał w łóżku.
-Wracajmy już ok? Jeszcze nic nie jadłaś a nie chcę abyś mi zemdlała na motocyklu. Jutro tu przyjedziemy.
-Chwilka, zaraz przyjdę.
Puściłam niechętnie dłoń Kamila i delikatnie przejechałam palcami po jego policzku i włosach. Były takie miękkie. Z chęcią zanurzyłabym w nich swoje palce. Spojrzałam dzisiaj na niego ostatni raz i wyszłam z sali.
-Po drodze skoczymy na plażę do Tomka, chce z nami pogadać.
-Ok, tylko aby nie na długo. Nie chcę aby Wujek się czepiał.
Słońce było jeszcze na horyzoncie, jednak wiedziałam że zbliża się już 19-sta. Gdy byliśmy na miejscu, zaparkowaliśmy motocykl i ruszyliśmy do Tomka. On gadał z kolegą, lecz gdy tylko nas zobaczył, pożegnał się i przyszedł do nas.
-Siema. Jak tam Kamil?
-Nic nowego. Czekamy aż się wybudzi.
-Czyli nic się nie zmieniło. Na jedno dobrze, na drugie nie - powiedział Tomek w zamyśleniu.
-Miałeś coś nam powiedzieć.
-Tak, tak. Usiądźmy, bo to trochę zajmie.
Poszliśmy na bok, gdzie była trawa. Ludzie wciąż chodzili po plaży i pływali w wodzie. Tomek kontynuował.
-Gdy was nie było, widziałem się z rodzicami Kamila. Narzekali na to co robimy. Nic nowego. Ojciec Kamila wyliczał ile to złego robią "te głupie motory". Wspomniał też w sprawie linek. Okazało się, że właściciel lasku nie ma z tym nic wspólnego, jednak wygadał się, że tutejszy kłusownik narzekał na motocyklistów. Ponoć odstraszają zwierzynę. Policja wskoczyła też i do niego. Gościu nie spodziewał się wizyty i nawet nie zdążył schować tego gówna. Znaleźli wszystko i postawili mu zarzuty. Teraz tylko musimy czekać. Dołożą mu pewnie jeszcze za polowania jeśli nie będzie miał odpowiednich papierów. A co do rodziców Kamila. Lepiej ich omijajcie jeśli nie chcecie słuchać ich narzekania. Są strasznie zdenerwowani.
-Spoko, dzięki na info - odpowiedział Mateusz.
- A ty jak się trzymasz? - zapytał mnie Tomek.
-Jak widać żyję.
Uśmiechnęłam się, lecz chyba nieprzekonująco.
-Żyjesz, żyjesz... Powinnaś się mniej przejmować, wyjdzie z tego. Wymieńmy się wszyscy numerami. Będziemy w kontakcie. Gdy tylko coś będzie się działo, informujemy się.
Po całej akcji wymiany, pogadaliśmy chwilkę i wróciliśmy do domów. Mateusz odwiózł mnie, a ja niechętnie weszłam do kuchni. Oczywiście rozmowa z Wujkiem nie mogła mnie ominąć.
-A ty gdzie byłaś przez cały dzień?
-Wyszłam na wieś, nigdzie nie wychodzę Ciocią to sama wyszłam.
-Tak, tak. Pewnie chłopca sobie znalazłaś co?
-Naprawdę nie mogę nigdzie wyjść? Połaziłam ze znajomymi i od razu mam chłopaka? Wujek, to już przesada.
Szybko zwinęłam z lodówki serek i banana. Wyszłam mówiąc dobranoc. Miałam chęć na kanapki ale wiem, że dłużej bym z nim nie wytrzymała. Gdy zjadłam, spokojnie zasnęłam wciąż myśląc o Kamilu. Przypomniałam sobie gdy ujrzałam jego po raz pierwszy...
***********************
Obudziłem się trochę po 9-tej, pamiętając aby umówić się z Pauliną na wyjazd do szpitala. Nie wiedziałem czy śpi, więc najpierw zjadłem śniadanie. Napisałem sms o której może jechać. Gdy tylko wysłałem wiadomość, zobaczyłem, że dzwoni Tomek. Zdziwiony, odebrałem.
-Słucham.
-Mateusz, nie wiesz co się stało.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Dobry pomysł. Muszę się czymś zająć. W domu nie mam nawet z kim pogadać albo raczej nie wiem o czym. Nic mnie nie interesuje.
On prowadził motocykl, a ja szłam obok. Maszerowaliśmy naprawdę powoli. Nie zależało nam na czasie.
-Policja zajęła się sprawą linki, wiesz? W lesie znaleziono jeszcze trzy następne.
-Kto może być tak straszny? Czy oni nie wiedzą, że ktoś może zginąć?
-Nie wiem o czym myślała osoba, która to robiła, ale mam nadzieję, że ją złapią. Sprawdzają kogo to teren i komu na tym zależało.
-Ehh... Jak on wygląda?
-Jakby spał. Powinnaś go zobaczyć. Nie wygląda źle, może to by Cię podniosło na duchu... Jutro tam jadę. Załatwię kask i możesz jechać ze mną jeśli się nie boisz.
Spojrzałam na niego z ulgą. Właśnie rozwiązał jeden z moich problemów.
-Naprawdę? Nawet nie wiesz jak bardzo będę Ci wdzięczna.
-To żaden problem. Nie wiem co tyko powiesz swojej rodzinie. Wiedzą o wszystkim?
-No co ty... Gdyby wiedzieli, że byłam w takim miejscu i że zadaję się z motocyklistami... Zauważyłam, że moja Ciocia i Wujek interesują się mną bardziej niż moi rodzice. Nie wiem co im powiem. Może tak jak w domu? Wrócę wieczorem?
-Hymm a puszczą cię pod takim pretekstem?
-Jak nie puszczą to sama wyjdę. Nic mi nie zrobią.
-No dobrze. To o 12? Wyjdziesz tak jak dzisiaj i spotkamy się po drodze.
-Dobrze. Już nie mogę się doczekać, aż go zobaczę. Mam nadzieję, że jego stan się poprawi, a może nawet się obudzi...
-Trzeba być dobrej myśli.
Rozmawiając o stanie Kamila, dotarliśmy pod jego dom. Gdy zobaczyłam jego garaż, przypomniał mi się tamten wieczór. Mateusz szybko sprawdził wszystkie zamknięcia i wrócił do mnie, gdy ja czekałam i patrzyłam na garaż. To było tak niedawno.
-Na szczęście wszystko zamknęli. Powoli możemy wracać.
W drodze powrotnej chcieliśmy zmienić temat, jednak wszystko sprowadzało się do Kamila. Przeszłość, plany... Gdy byłam już pod domem, podziękowałam mu za rozmowę i poszłam do domu. Było mi troszkę lżej. Dobrze, że go spotkałam. Rozmowa może naprawdę wiele pomóc.
Na drugi dzień obudziłam się o wiele za wcześnie. Moja głowa była ciężka, a ja nie miałam chęci do życia. Zjadłam płatki i wróciłam do łóżka. Próbowałam skupić się na głupotach, na przykład w co się ubiorę lub jakie buty założyć. Jednak nie trwało to długo, bo nie miało to dla mnie żadnego sensu. Mogłam założyć nawet dużą koszulkę, legginsy oraz trampki i wcale nie byłoby mi wstyd pokazać się tak przed lekarzami i rodziną Kamila. Miałam gdzieś ubiór. Po prostu chciałam go zobaczyć. Przyglądałam się zadrapaniom na mojej skórze i pomyślałam o chłodnym prysznicu oraz jakimś kremie nawilżającym. Gdy w końcu znalazłam jakieś zajęcie, poczułam się lepiej. Czas leciał, a ja nie siedziałam bezczynnie. Gdy się jakoś ogarnęłam i zjadłam drugie śniadanie, zobaczyłam, że jest już 11. Widać bardzo powoli wykonywałam zajęcia. Założyłam bluzkę z kołnierzykiem, jeansy i trampki, widząc gęste chmury od horyzontu. Poczesałam włosy, wzięłam gumkę na rękę, aby potem je spiąć. Gdy poczułam, że niedługo trzeba wychodzić, ogarnęłam gdzie jest Wujek. Siedział jak zawsze w garażu. Gdy wracałam do pokoiku po torebkę, natknęłam się na Ciocię.
-Gdzieś wychodzisz? - zapytała.
-Ymm, tak. Wrócę wieczorem. Jak coś to dzwoń, telefon mam zawsze przy sobie.
Spojrzała na mnie dziwnie. Widziałam, że ma jeszcze wiele pytań. Spojrzałam jej pewnie w oczy i minęłam. Włożyłam do torebki najważniejsze rzeczy, portfel, telefon i klucze. Nie wiem po co brałam klucze, bo i tak nie miałam żadnego od tego domu, ale to chyba z przyzwyczajenia. Zauważyłam chusteczki, które również wrzuciłam. Wyszłam z domu, patrząc czy nie widzi mnie Wujek. Ten tak łatwo by mi nie odpuścił. Jemu, tak jak i mojej mamie, nie dałabym rady odważnie spojrzeć w oczy. Ich wzrok jest zbyt chłodny. Często gdy mama spojrzy swoim wzrokiem, wiem o co jej chodzi. Moja przyjaciółka też to zauważyła, a ja już myślałam, że mam jakieś schizy. Szłam szybko, dopiero za górką zwolniłam kroku, uspokajając myśli. Musiałam pamiętać o tym, aby nie wybuchnąć płaczem przy nich wszystkich. Nie lubię gdy ludzie widzą mnie słabą. Ostatnio i tak zbyt wiele razy płakałam przy ludziach, co nie było w moim stylu. Wiedziałam, że będzie ciężko. Wzięłam parę głębokich wdechów i zobaczyłam motocykl. Zatrzymał się przy mnie, podając mi kask.
-Gotowa?
Kiwnęłam głową i wsiadłam. Zawrócił pojazd i ruszyliśmy.
Na miejscu ciągle trzymałam się blisko Mateusza. Pierwszy raz byłam w tym szpitalu. Mateusz rozmawiał z pielęgniarkami. Ja nawet nie słuchałam o czym prowadził rozmowę. Byłam strasznie nieobecna. Patrzyłam na chorych ludzi chodzących po korytarzach. Niektórzy przypominali mi postacie z horrorów. Głowa zawieszona w dół, oczy patrzące tylko w ziemię, szurające kroki. Po raz setny stwierdziłam w myślach, że nienawidzę szpitali. Lepiej było gdy minęliśmy odział dziecięcy. Maluchy ganiali się po korytarzu. Pielęgniarka ciągle ich uspakajała, jednak przynosiło to efekty tylko na chwilę. Szłam za Mateuszem, przypominając sobie gdzie tak naprawdę idziemy. Na mojej duszy od razu pojawił się niewidoczny kamień. Na szpitalnych krzesełkach zobaczyłam siedzących ludzi. Jedni byli znudzeni, inni śpiący lub zmartwieni.
-Dzień dobry - powiedział Mateusz do starszej pary. Również się z nimi przywitałam.
-Oh, Mateusz. Powiedz mi jak do tego doszło? - spytała go starsza pani.
-Katarzyno, przecież Tomek już opowiadał. Dobrze wiesz jak to było. A pani jest tą osobą co wezwała karetkę?
Gdy usłyszałam, że ktoś się do mnie zwraca, ocknęłam się z nieprzyjemnych myśli.
-Tak, byłam pierwsza przy Kamilu - odpowiedziałam starszemu mężczyźnie.
-Miło panią poznać, jesteśmy dziadkami Kamila. Jego rodzice byli tu niedawno, jednak musieli jechać do pracy. Dziękujemy za pomoc.
-Nie ma za co. Chyba każdy by tak postąpił.
Spojrzałam w oczy starszego mężczyzny widząc w nich zmęczenie. Były szare i smutne. Mateusz rozmawiał jeszcze przez chwilę z parą, a gdy skończył, po cichu zapytałam go, gdzie leży Kamil i czy mogłabym go zobaczyć.
-Chodź, tylko nie panikuj. On po prostu odpoczywa, ok?
Widocznie źle wyglądałam, skoro mówił mi takie rzeczy. Poszłam za nim do jednej z sal. Po środku, między dwoma łóżkami leżał Kamil.
  • awatar paw2001: Świetny rozdział , z niecierpliwpścią czekam na następny
  • awatar marida011: Fajny wpis.<33 Zapraszam: https://www.facebook.com/pages/Zakocha%C5%84ce/525950927470108 oraz do strony internetowej: https://www.facebook.com/StopZabijaniuZwierzat?fref=ts a także: https://www.facebook.com/pages/Dzia%C5%82aj-Reaguj-Czuj/216868435147058 Zapraszam na blogi: http://wszystko-co-mam-2.blogspot.com/ http://moja-lektura.blogspot.com/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ktoś zaprowadził mnie do poczekalni. Po jakimś czasie przyszła pielęgniarka z papierami. Nie mogłem się skupić, więc wypełnianie ich zajęło mi sporo czasu. Jak dobrze, że miałem numery telefonów jego rodziców oraz dziadków. Tak to jest, jak czasami Kamil nie odbiera telefonu i dzwonisz po jego rodzicach czy jest w domu. Oddałem papiery pielęgniarce. Zostałem zapisany do odwiedzających. Znów usiadłem na krzesełku. Straciłem poczucie czasu. Głowa, którą oparłem na dłoniach, zrobiła się ciężka. Prawie bym zasnął dopóki nie odezwał się do mnie głos jakiegoś mężczyzny.
-Pan czeka na wiadomości o motocykliście?
-Tak, co z nim?
Wstałem, czując zmęczenie w mięśniach.
-No cóż. Szyja, która wyglądała tak strasznie, nie jest przyczyną stracenia przytomności. Otóż, w dolnej części czaszki jest miejsce w które uderzył się, upadając. Kask widocznie nie objął tego miejsca.
Przestał mówić czekając na moją reakcję. Ja jednak patrzyłem na niego pytająco, czekając aż powie więcej o jego stanie. Ile czasu będzie tu przebywał? Co zamierzają zrobić?
-Sprawdzamy czy nie ma innych podobnych uderzeń, jednak nic więcej nie wykryliśmy.
Musiałem mu przerwać, potrzebowałem konkretnych wiadomości.
-Czy te uderzenie jest poważne?
-Na razie nie możemy tego określić. Wszystko zależy od tego jak zacznie reagować miejsce uderzenia.
-Czy odzyskał już przytomność?
-Nie.
-A kiedy je odzyska?
-Nie wiemy dokładnie. W ciągu najbliższych 24 godzin wszystkiego się dowiemy. Pana kolega ma szczęście, że został tak szybko odnaleziony po tym uderzeniu. Gdyby dłużej leżał bez opieki, jego mózg mógłby ponieść konsekwencje uderzenia. Mógłby tam narosnąć guz, który mógłby uszkodzić mózg.
-A czy teraz ten guz już nie urośnie?
-Jest to możliwe, ale nawet jeśli to nastąpi, zostanie on usunięty przed uszkodzeniem mózgu.
-No cóż, mam nadzieję, że mu pomożecie. Nie mam więcej pytań. Dziękuję.
Odszedł, zostawiając mnie na poczekalni. Nie wiedziałem co robić. Czułem się załamany. Czemu wcześniej nie przejrzeliśmy trasy? Usiadłem wyczerpany, zbyt wiele wydarzyło się w ostatnich godzinach. Postanowiłem poczekać, aż przyjedzie ktoś z jego rodziny.
*********************
Obudziłam się sztywna. Widziałam zachodzące słońce za oknem. Gdy poruszyłam nogami, czułam zdrętwiałe mięśnie. Przez chwilę nie wiedziałam dlaczego. Byłam zdezorientowana. Potem wróciły do głowy obrazy, przez co głośno zaczerpnęłam powietrze. Schowałam twarz w dłoniach. Pustka w sercu była tak mocno odczuwalna, że nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Siedziałam nieruchomo. Co mogłam zrobić aby nie siedzieć i nie wpadać w coraz głębszą depresję? Chyba nic. Mój mózg nie chciał mi pomóc. Gdy podniosłam głowę, słońce już zaszło. Było późno, na pewno. Zaczęłam szukać telefonu... Do głowy wpadł mi pomysł aby zadzwonić do Tomka, jednak przypomniałam sobie, że nie mam jego numeru telefonu. Jeszcze bardziej zdołowana siedziałam ma łóżku. Tomek pojechał z Kamilem do szpitala, pewnie wie co i jak. Dalej siedziałam na łóżku dopóki nie przyłapałam się, że jedną dłoń mam ściśnięta w pieść a drugą dotykam ust. Wstałam i zachwiałam się. Przez chwilę podłoga zawirowała mi przed oczami. Poczułam ból w skroni. Szukałam wzrokiem telefonu. Miałam nadzieję, że może ktoś zadzwoni do mnie z informacją o Kamilu. Ale kto się będzie mną teraz przejmował? Ruszyłam w stronę kuchni. Wyjęłam zimny sok pomarańczowy i wyszłam na dwór. Przy stoliku ogrodowym siedziała Ciocia z Wujkiem.
-A ty Paulina co tak w dzień śpisz? - zapytał Wujek. Musiał się przyczepić, no musiał.
-Nie wiem.
-Obraziłaś się? Co taka niemowa?
Miałam już dość rozmowy, jednak wiem, że jeśli nie odpowiem normalnie to się nie odczepi, a ja potrzebowałam spokoju.
-Dopiero co wstałam, nie obraziłam się.
I poszłam. Nie miałam żadnych pomysłów na rozmowę. Usiadłam na huśtawkę. Popijałam zimny sok. Czułam jak schładza moje gardło. Patrzyłam na niebo i jego różne kolory. Od południa było jeszcze lekko pomarańczowo na horyzoncie, a północ była granatowa. Ciepły wiaterek owiewał moją twarz. Czułam się spokojna, jednak strasznie pusta. Nie miałam sił na łzy, na myślenie o tym wszystkim. Mogłabym iść znów spać, ale nie dałabym rady zasnąć. Patrzyłam na gwiazdy, których było coraz więcej. Cisza, która mnie otaczała zaczęła mnie przerażać. Wypiłam sok i poszłam do domu po słuchawki. Wróciłam na huśtawkę i podłączyłam je. Ostatnio odtwarzana piosenka wręcz prosiła do tańca. Szybko wyłączyłam dubstep i poszukałam swojej smutnej playlisty. Mogła mnie dobić ale nie przejmowałam się tym. Potrzebowałam czegoś, co wybije z mojej głowy te najgorsze myśli. Leciał kawałek Bonson Matek - "Ich już nie ma". Zastanawiałam się jak szybko może zmienić się sytuacja. W jednej chwili nie widzisz nic poza pewną osobą, a tu nagle tej osoby może nie być. Szybko przestałam się nad tym zastanawiać. Przecież on żyje i wyjdzie z tego! Krzyczałam sama na siebie w duchu. Jest jeszcze nadzieja... Jutro muszę dostać się do szpitala. Nie wiem jak to zrobię ale musi mi się to udać. Chcę go zobaczyć i dowiedzieć się co naprawdę mu się stało. Myślałam o całym zdarzeniu skupiając się na miejscu, nie na Kamilu, gdy pies trącił moją dłoń. Uśmiechnęłam się do niego. Chyba wyczuł, że jestem smutna, bo patrzył mi głęboko w oczy i usiadł obok mnie. Położyłam dłoń na ciepłej sierści. Szkoda, że nie jest większy. Z chęcią bym się do niego przytuliła. Spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam drogę i nabrałam chęci aby się przejść. Ruszyłam w stronę ogrodzenia. Bezproblemowo przeszłam i ruszyłam w stronę jeziora. Słuchałam dalej muzyki i patrzyłam jak pies obwąchuje pobocza. Czułam się zagubiona. Nie wiedziałam co robić. Wszystko działo się tak szybko. Zobaczyłam światła przed sobą. Zdjęłam słuchawki aby skupić się na dźwięku jaki wydawał pojazd. To był cross, a dokładnie Mateusz. Zauważył mnie, zatrzymał się i zgasił pojazd.
-Czemu chodzisz tak późno sama? Jeszcze brakuje aby Tobie coś się stało...
-Nie wiem co mam robić. Wydawało mi się, że to będzie dobry pomysł. Słyszałeś co u Kamila? Widziałeś się z Tomkiem? Co mówił? Kamil wyjdzie z tego?
-Powoli, powoli... Kamil żyje i jest w dobrym stanie jednak wciąż jest nieprzytomny. Może mieć guza. Wtedy zaczną się problemy jeśli będzie miał operację.
Spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem. Nie wiem jaką minę u mnie zobaczył, ale wstał i przytulił mnie. Nie umiałam się powstrzymać i odwzajemniłam przyjacielski uścisk. Odsunęłam się gdy poczułam, że jest mi lepiej.
-Nie płacz. On na pewno się nie podda. Ma do kogo wrócić.
Nawet nie zauważyłam, że łzy znów płynęły mi po policzkach.
-Ja się boję... Ja nie wiem co mam robić... Wiesz jakie to okropne gdy siedzisz i nie możesz nic zrobić?
-Wiem, sam tak się czuję. Już wyobrażam sobie jak leżę bezradnie na łóżku każąc siebie za ten głupi błąd. Czemu my nie sprawdziliśmy trasy? Czuję się okropnie z tego powodu...
-Jezu... To wszystko jest okropne...
Schowałam twarz w dłoniach.
-Wiesz? Przejdźmy się w stronę dziadków Kamila. Właściwie to tam jechałem. Mam sprawdzić czy wszystko pozamykali przed złodziejami. Strasznie się śpieszyli do szpitala...
Spojrzałam na niego. Próbował mi pomóc, a ja tej pomocy potrzebowałam.
-Dobry pomysł. Muszę się czymś zająć. W domu nie mam nawet z kim pogadać albo raczej nie wiem o czym. Nic mnie nie interesuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mogłabym tylko pogorszyć sytuację ran. Jechałam w miarę prędko. Droga minęła mi szybko. Może temu, że przez cały czas myślałam o Kamilu. To nie było mądre. Moja czujność kierowcy była uśpiona w tym czasie. Jadąc koło domu, zobaczyłam Ciocię na polu. To był dobry znak. Dzięki temu może zdążę się przebrać i zakryć rany. Wujek był w garażu. Droga wolna. Ruszyłam do pokoju, złapałam leginsy i jaskrawą bluzkę z długim rękawem. Gdy przebiegałam z pomieszczenia do pomieszczenia, czułam zdrętwiałe mięśnie. Gdy wpadłam do łazienki, nogi mi się ugięły. Moje oczy były czerwone i opuchnięte. We włosach miałam kawałki patyczków lub kory. Na prawym pliczku widniały rysy. Niegłębokie ale czerwone, zapewne od łez. Kolana były czarne od klękania. Postanowiłam wziąć prysznic. Wyczesałam wszystko z włosów i powoli zdjęłam ubrania. Gdy ciepła woda obmywała moje ciało, poczułam jak łzy mieszają się razem z nią. Musiałam przestać płakać. Moje oczy i tak były w okropnym stanie. Teraz wszystkie rany dały o sobie znać. Piekły tak jakbym polała je spirytusem. Umyłam się szybko, bo nie mogłam wytrzymać z bólu. Słyszałam jak Ciocia krząta się po kuchni. Pewnie robi obiad. Ubrałam się. Popatrzyłam w lusterko. Stan moich oczu oraz twarzy nie poprawił się. Nałożyłam podkład, korektorem zakryłam opuchliznę pod oczami. Pomalowałam również oczy, aby nie było widać czerwieni. Teraz było zdecydowanie lepiej. Musiałam uważać aby się nie popłakać, inaczej wszystko spłynie. Wyszłam z łazienki.
-I jak tam? Widziałaś coś ciekawego?
-Ładnie się tu budują w pobliżu.
-Wiesz, warszawiacy przyjeżdżają z kasą to się budują.
-A co na obiad? - musiałam zmienić temat.
-Rosół.
-Ooo to dobrze, robisz świetny rosół. A gdzie Hubert?
-Poszedł do sąsiadów, do Kuby.
Spojrzała na mnie. Najbardziej rzuciło się jej w oczy to że miałam mokre włosy.
-Pływałaś w jeziorze?
-Nie, wzięłam prysznic bo byłam cała w kurzu. Przebrałam się od razu na wieczór. Idę na huśtawkę.
-Tylko przyjdź na obiad.
-Ok.
Wzięłam telefon i poszłam w stronę huśtawki. Powinnam zawiadomić dziadków Kamila jednak nie miałam ich numeru telefonu, a na żywo rozbeczałabym się i tyle byłoby z powiadomienia. Zapewne Tomek uzupełni dane w szpitalu i zadzwonią do wszystkich. Postanowiłam zadzwonić do Natalki. Gdy usiadłam na huśtawce, przypomniał mi się moment, kiedy przybiegł tu Kamil. Poczułam ucisk w klatce piersiowej, który zapowiadał następny płacz. Odetchnęłam parę razy głęboko. Wybrałam jej numer. Zaczęłam opowiadać od początku. Hajsu na koncie miałam wiele. Ostatnio mało do kogo dzwoniłam.
Gadaliśmy godzinę. Gdy przypominałam sobie momenty zanim zdarzył się wypadek, czułam, że się uśmiecham. Ciężko było mi opowiadać o ostatnim zdarzeniu. Natalka próbowała mnie wesprzeć, jednak wiem, że przez telefon trudno to zrobić. Zaraz potem Ciocia zawołała mnie na obiad. Powiedziałam Natalce, że jeszcze zadzwonię. Ona również miała wiele do opowiadania.
Obiad zjadłam prawie się nie odzywając. Potem weszłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Byłam strasznie zmęczona. Gdy leżałam, przed oczami miałam widok leżącego Kamila. Miałam chęć płakać, jednak nie miałam już łez. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
***************************
Gdy zobaczyłem Paulinę schylającą się nad Kamilem, poczułem lęk. To nie był dobry znak, gdy motocykl leżał parę metrów dalej. Razem z Mateuszem ruszyliśmy do nich. Ona mówiła do telefonu trzęsącym się głosem. Usłyszałem jak wspomina o mnie. Musiałem wziąć się w garść. Powiedziała mi co mam zrobić. W jej oczach widziałem strach, jednak mówiła stanowczym głosem. Gdy dobiegłem do wjazdu, byłem strasznie zmęczony. Odetchnąłem trochę. Niedługo potem zauważyłem karetkę. Wyszedłem bardziej aby być widocznym. Samochód zatrzymał się przy mnie.
-Wsiadaj, poprowadzisz nas.
Podjechaliśmy pod sam las. Potem poprowadziłem ich możliwie najkrótszą drogą. Na miejscu zastałem Paulinę i Mateusza obok drzew. Nie wiedziałem o co chodzi. Czemu zostawili Kamila samego? Widocznie zobaczyli coś ważnego. Gdy włożyli Kamila na przenośne nosze, spytałem czy mogę pomóc. Nienawidzę bezczynnie stać. Nosze z przodu trzymał lekarz, ja będąc z tyłu, patrzyłem na Kamila. Lekarze opatrzyli mu ranę na szyi. Wyglądało to lepiej jednak wciąż był dziwnie blady. Gdy byliśmy przy karetce, drugi lekarz odebrał mi nosze. Wsunęli go do karetki.
-Mogę jechać razem z nim?
-Nawet przydałoby się. Uzupełnisz jego dane. Znasz go, prawda?
-Tak.
-Usiądź tutaj.
Zamknął drzwi. Oni siedzieli bliżej niego, zdejmując mu kombinezon. Nie wiem ile czasu jechaliśmy. Zamyśliłem się przez co nie zapytałem o stan Kamila. Postanowiłem czekać na wyniki lekarza. Ktoś zaprowadził mnie do poczekalni.
 

 

Są takie chwile w życiu, gdy nie masz już siły nawet powiedzieć "ja pierdolę"
 

 
Prawdziwy mężczyzna to taki, który może mieć każdą, a szaleje za tą jedyną.
 

 

Lubię Twój zapach. Zawsze wydawało mi się, że tak pachnie szczęście.
 

 
Łzy nie zawsze oznaczają ,że jesteś słabą osobą. Czasem oznaczają,że za długo byłeś silny.
 

 
Ciężki charakter, wiem, mam z natury. Ale chcę wierzyć w słońce, nie chcę już wierzyć w chmury...
 

 
Pierdol miłość ,przecież Ona by chętnie zrobiła to samo z Tobą .
 

 

A wy co myślicie o sztucznych związkach?
 

 
To był Kamil. Podbiegłam szybko i padłam obok niego na kolanach. Przycisnęłam delikatnie place do jego szyi. Miał puls. Gdy odsunęłam dłoń, miałam na niej krew. W moich oczach pojawiły się łzy. Szybko wyciągnęłam komórkę i zadzwoniłam na numer 999. Ledwo trafiałam w klawisze telefonu.
-Tu pogotowie ratunkowe.
-Zdarzył się wypadek, motocyklista, chyba... -nie wiedziałam co powiedzieć, sama nie wiedziałam co się zdarzyło.
-Proszę się uspokoić.
Uspokoić?! W takim momencie? Odetchnęłam parę razy głęboko. Czułam jak łzy lecą mi po twarzy.
-Chyba stracił panowanie nad motocyklem, chłopak, 19 lat, ma puls, są rany na szyi.
-Oddycha?
Wytarłam szybko oczy i spojrzałam na klatkę piersiową. Lekko poruszała się w górę i dół.
-Oddycha, ale stracił przytomność.
-Proszę powiedzieć miejscowość oraz opisać miejsce wypadku. Wyślemy karetkę.
I tu był duży problem. Jak oni tutaj się dostaną? Dłonie trzęsły mi się coraz bardziej. Usłyszałam głos zbliżających się motocykli.
-Niech jedzie w stronę wsi Krzywe. Po lewej stronie jest zjazd na plażę, a dalej jest las.
Czułam jak banalnie to brzmi. Moje myśli zagłuszył dźwięk silników. Mateusz i Tomek podbiegli do Kamila.
-Musi pani wysłać kogoś aby stał przy tym zakręcie. Wskaże nam drogę.
To był świetny pomysł. W mojej duszy zaiskrzyła nadzieja.
-Dobrze, zobaczy pan motocyklistę w stroju biało-czarnym.
Mówiłam do telefonu, opisując Tomka. On chyba to zauważył, więc podszedł do mnie czekając na polecenie.
-Karetka została wysłana. Niech sprawdza pani puls motocyklisty. Postaramy dotrzeć tam jak najszybciej.
-Dobrze, dziękuję.
Nie rozłączyłam się, lecz odsunęłam komórkę i powiedziałam do Tomka:
-Biegnij do wjazdu na plażę. Wiesz, przy asfalcie... Wyczekuj karetki, przyprowadź ich tutaj.
-Dobra.
Ruszył w stronę plaży. W jego oczach widziałam rozpacz.
Mówiłam stanowczo, pomimo łez i trzęsących się rąk. Spojrzałam na telefon, nie prowadziłam już rozmowy. Próbowałam się ogarnąć lecz gdy spojrzałam na Kamila, nadciągnęła następna fala łez.
-Jak ty się tu znalazłaś? I co się stało? -zapytał Mateusz zdziwiony.
-Długo opowiadać. Jak tu przybiegłam, on był już w takim stanie -odpowiedziałam trzęsącym się głosem.
Patrzyłam na nieprzytomnego Kamila. Wytarłam łzy i przyglądnęłam się jego szyi. Była przetarta. Strasznie mi coś przypominała. Patrzyłam się długo dopóki nie skojarzyłam tego z wydarzeniem o którym czytałam. Wstałam szybko. Zachwiałam się na miękkich nogach. Ledwo utrzymałam równowagę. Ruszyłam w stronę najbliższych drzew. Nie myliłam się. Ogarnęła mnie furia. Między dwoma pniami, zaczepiona była metalowa linka, naciągnięta tak mocno, że osoba jadąca mogłaby się od niej odbić. Spojrzałam na Mateusza, który bacznie mnie obserwował.
-Co się stało?
-Możesz tu podejść? -powiedziałam stanowczym głosem.
Moją rozpacz zastępował gniew. Mateusz spojrzał na Kamila, a potem ruszył do mnie. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem. Nie widział linki. Złapałam pacem za nią i naciągnęłam. Gdy puściłam, rozległ się dźwięk. Mateusz spojrzał wystraszony na linkę.
-Czytałam o tym. Jakieś pół roku temu w pewnej miejscowości zastawiono pułapki na motocyklistów. Dużo osób ucierpiało, jedna nawet zginęła.
-Ja pierdole! Przecież to mogłem być ja! Jechałem pierwszy, ale Tomek mnie prześcignął i zostawił nas daleko w tyle. Ale z nas idioci... Czemu najpierw nie sprawdziliśmy terenu?!
-Skąd mogłeś wiedzieć? Już za późno na obwinianie się.
Usłyszałam kroki. To Tomek biegł razem z dwójką ratowników. Razem z Mateuszem chcieliśmy podejść i zobaczyć co powiedzą o stanie Kamila, jednak oni kazali nam się odsunąć. Staliśmy we trzech z tyłu. Nikt z nas nie odezwał się ani słowem. Mateusz poszedł po motocykl Kamila, który leżał parę metrów za zastawioną pułapką. Po jakimś czasie ratownicy włożyli Kamila na nosze. Tomek podszedł i spytał się czy pomóc im nieść. Zastąpił starszego ratownika. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Gdy chciałam iść razem z nimi, lekarz powiedział, żebym powiadomiła rodzinę zamiast jechać do szpitala. Zdenerwowałam się, chociaż wiedziałam że ma rację. Usiadłam na ziemię. Nie miałam już sił.
-Wyglądasz strasznie. Powinnaś wracać do domu. - mówił Mateusz głosem bez emocji.
Spojrzałam na nogi oraz ręce. Wyglądałam gorzej niż Kamil przed chwilą. Matko, Kamil. Schowałam twarz w dłonie i zaczęłam znów płakać. Nie mogłam tego opanować, a chciałam, ponieważ patrzył na mnie Mateusz. Wolałam płakać sama. Było mi strasznie ciężko na duszy. Moje ramiona i nogi były ociężałe. Chciałam się ruszyć, lecz strach przyszpilił mnie do ziemi. Poczułam jak ktoś mnie obejmuje. Spojrzałam i zobaczyłam Mateusza. Wiedziałam, że to przyjacielski uścisk, który ma mi pomóc, lecz moje łzy płynęły dalej.
-Wyjdzie z tego, zobaczysz.
Wycierałam łzy, lecz na ich miejscu pojawiały się nowe. Mateusz dalej kontynuował:
-Nie wstydź się, płacz, i tak byłaś twarda. Zrobiłaś z nas najwięcej dobrego.
Nie wiem ile czasu tam siedzieliśmy. Po jakimś czasie Mateusz pomógł mi wstać.
-A co z motocyklami Tomka i Kamila?
-Nikt tu raczej nie będzie zachodził. Schowałem je za krzakami i wziąłem kluczyki. Wrócimy po nie wieczorem z Tomkiem. Wsiadaj na mój, podwiozę cię.
-Wystarczy do plaży. Tam mam skuter.
Wsiadłam na motocykl zaraz po Mateuszu. Jechał powoli po nierównej nawierzchni. Gdy zatrzymał się przy moim skuterze, zapytał:
-Na pewno dasz radę prowadzić? Może cię powieźć do domu?
-A skuter w krzaki? Nie, Ciocia by mnie zabiła za to, że tak go zostawiłam. I tak jestem w strasznym stanie, nie wytrzymałbym krzyków Wujka.
-No dobra, ale uważaj na siebie.
Popatrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Musiałam strasznie wyglądać. Gdy pojechał, pomyślałam aby obmyć nogi i ręce w jeziorze jednak zrezygnowałam. Mogłabym tylko pogorszyć sytuację ran.
  • awatar Gość: czekam na nastepna, narescie
  • awatar paw2001: Świetne opowiadanie . Zapraszam do mnie
  • awatar Gość: Chce już kolejną *-* Mam nadzieję że będzie jutro :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Obudził mnie telefon. Odebrałem mówiąc niewyraźnym głosem:
-Haalo.
-Jesteś już gotowy? Za godzinę przed lasem, na dróżce ok?
-Dobra, nie spieszcie się.
-Czemu? Nie mów, że śpisz jeszcze... Co ty do chuja w nocy robisz?
-A co cię to obchodzi?
-Eeeej... Czy mi się zadaje czy miałeś jakąś dupę na noc?
-Idioto, przysnąłem bo chałupę sprzątałem. Odpierdol się ok?
-Dobra, dobra. Tylko rusz rowa. Nara.
Zsunąłem się z łóżka. Popatrzyłem w lusterko. Pomimo niezbyt udanego hymmm późnego poranka, miałem uśmiech na twarzy. Powlokłem się do kuchni i nastawiłem wodę na kawę.
Po pół godzinie byłem gotowy. Strój, kask, woda i ruszam. Zamknąłem dom, otworzyłem garaż i wyprowadziłem moją Yamahę. Przypomniało mi się jak jechałem wczoraj. Paulina przytulona do mnie i już było ciekawiej. Może i ją zabrać do tego lasu? Ona mogłaby się opalać na plaży. Potem razem byśmy popływali... Ale również może się nudzić. To najgorsze co można zaserwować dla dziewczyny. Nie, lepiej jak wezmę ją wieczorem nad jezioro. Wyjechałem z podwórka. Jadąc przy domu Pauliny, nie zauważyłem jej na podwórku. Może jest zajęta? Albo ma problemy przez dzisiejszą noc? Mam nadzieję, że nie.
Dotarłem na plażę gdzie czekali chłopaki.
-W końcu. Dłużej jechać nie mogłeś? - spytał Mateusz.
-Niewiele się spóźniłem. Chociaż widzę, że chyba się nie nudziłeś.
-No, nie złe dupy tu widzę. Tomek do jednej zagadał, ale dała mu kosza hahah
Spojrzałem na Tomka. Z miną, że niby nic nie słyszał, obserwował swój motocykl. Wróciłem do Mateusza.
-Jeździliście już po lesie?
-Nie, czekaliśmy na ciebie. Skoro już jesteś to ruszajmy. W lesie będzie trochę chłodniej.
Wszyscy założyliśmy kaski i odpaliliśmy motocykle. Mateusz ruszył pierwszy, potem ja i Tomek. Lubię gdy mam przeszkody które muszę przejechać. Grząski grunt, górka z której wyskoczę lub zakręt który zryję. Kocham to. Mateusz prowadził i to on miał najtrudniej. Nie znał zakrętów przez co robił śmieszne błędy. Postanowiłem wyjść na prowadzenie i pokazać, że jestem w tym naprawdę dobry. Ruszyłem z impetem.
***************************
Usłyszałam ryk silnika. W krótkich spodenkach i luźnej koszulce ruszyłam do skutera. Powiedziałam Cioci, że jadę zwiedzić okolicę. Spojrzała na mnie trochę dziwnie, jednak nic nie powiedziała. Jechałam szybko. Gdy wyjechałam już poza granice wioski, zastałam asfalt. Przyśpieszyłam trochę, jednak nie za dużo, ponieważ nie był w najlepszym stanie. Niedługo potem zobaczyłam skręt na lewo. Wjechałam widząc na piaskowej dróżce świeże, poryte ślady po crossach. Zwolniłam trochę. Może są jeszcze na plaży? Powoli wjechałam, a gdy nie zauważyłam motocykli, ruszyłam szybciej. Odstawiłam skuter, blokując kierownicę i biorąc kluczyk. Popatrzyłam trochę tęsknie na wodę. Było gorąco i z chęcią poszłabym popływać. Jednak obiecałam sobie coś innego. Ruszyłam w stronę lasu. Im bliżej byłam, tym bardziej słyszałam ryki silników. Gdy weszłam w porytą dróżkę, wiedziałam już, że na pewno są tam Kamil i jego koledzy. Przez jakiś czas zastanawiałam się czy nie poczekać na nich na plaży. To trochę ryzykowne, iść dróżką, po której oni jeżdżą. Zeszłam na bok dróżki, nie tracąc jej z oczu. Po jakimś czasie zobaczyłam żółtego crossa. Stałam i obserwowałam jak Mateusz wyskakuje w górę swoim motocyklem, a potem wchodzi prawie bokiem w zakręt. To było świetne. Zapewne mnie nie widział. Może to i dobrze. Zrobię niespodziankę Kamilowi, zanim dowie się o mnie od kolegów. Zobaczyłam potem manewr Tomka na czarnym crossie. Szło mu równie dobrze. Słyszałam jak odjeżdżają bardziej w prawą stronę. Zaczęłam zastanawiać się czy iść tam również, lecz bałam się, że zabłądzę. Zdecydowałam, że pójdę, lecz blisko dróżki, aby móc szybko wrócić. Nagle usłyszałam dziwny zestaw odgłosów. Najpierw głośny ryk silnika, potem jakby coś upadło, a na koniec krótki jęk. Zaczęłam biec w stronę tego dźwięku. Najgorsze było to, że dźwięk pochodził z lewej strony, a Mateusz i Tomek pojechali na prawo, co oznaczało, że dźwięki te mogły pochodzić od Kamila. Myśl ta dała mi jeszcze większej dawki adrenaliny, przez co biegłam jeszcze szybciej. Najpierw biegło mi się łatwo. Rzadkie drzewa, widok od jednej dróżki do drugiej. Jednak potem biegło się coraz gorzej. Coraz bardziej zarośnięto. Ruszałam dalej przed siebie. Dróżką biegłabym dłużej, ponieważ jest stworzona aby mieć wiele zakrętów. Czułam jak moje ręce oraz nogi są ocierane przez dzikie i ostre krzewy. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam widok, który widziałam we śnie. Wystraszyłam się. Nie panikuj! Powtarzałam sobie w głowie. Wybiegłam na dróżkę prowadzącą w tym samym kierunku co ja. Ruszyłam dalej. Czułam ból mięśni w łydkach. Nagle zauważyłam coś przy drzewie. Mimowolnie wciągnęłam szybko powietrze. To był Kamil.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Prezentów cztery wieże,
Mikołaja na skuterze,
renifera z czerwonym noskiem,
pierwszej gwiazdki lśniącej,
wszystko co Wam tylko trzeba,
a ja składam te życzenia:
Wesołych Świąt!
 

 
Przepraszam, że nie opublikowuję historii regularnie, ale nie wyrabiam się z pisaniem. Te całe świąteczne przygotowania, a w dodatku ładowarka została u przyjaciółki. Siedzę więc tylko wtedy gdy młodszy brat da mi ładowarkę od swojego laptopa : / Postaram się nadrobić, jednak dzisiaj na pewno nie będzie następnej części, ponieważ nie jest do końca napisana.
 

 
-Przyrzekam...
Położył palec pod moim podbródkiem i przysunął się. Gorące usta szukały u mnie pocieszenia. Delikatnie przesunął językiem po moich wargach. Wyszłam mu na spotkanie. Przycisnął mnie do siebie. Nie mogłam się powstrzymać i wsunęłam dłoń w jego włosy. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Podniecało mnie jak delikatnie całował. Na dyskotece całowaliśmy się namiętnie. Tu było delikatnie, pocieszająco. Lekko pociągnęłam go za włosy. Jęknął mi w usta. Wsunęłam dłoń pod koszulkę i mocno chwyciłam go za plecy. Cokolwiek robiłam, nie myślałam. On złapał mnie za pośladek i przysunął do siebie. Poczułam twardość w jego kroczu. Nasz pocałunek zmieniał się w coraz bardziej dziki. Odsunął mnie od siebie.
-Nie powinienem tak się zachowywać...
-Przepraszam... To moja wina.
Oblałabym się rumieńcem jednak nie umiałam. Uśmiechnął się do mnie delikatnie i złapał za rękę.
-Wracajmy na dyskotekę. Musimy jeszcze potańczyć. Lubię jak to robisz - powiedział z zadziornym uśmieszkiem.
Tańczyłam z Kamilem do 3 nad ranem. Wyszliśmy z dyskoteki zmęczeni ale również szczęśliwi. Popatrzyłam na jaśniejące niebo. To była piękna noc, a co najlepsze, jeszcze się nie skończyła. Spojrzałam na Kamila. Również patrzył w tym samym kierunku co ja.
-Jeśli ktoś powiedziałby do mnie przed wakacjami, że będę szczęśliwy z dziewczyną, wyśmiałbym go.
Odwrócił się do mnie i objął w pasie.
-Widzisz, los nie zawsze nam wszystko obiera.
Uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
-Masz rację. Postawiłem siebie na straconej pozycji. Wszystko zaczyna nabierać sensu. Nie wiedziałem, że wakacje które chciałem głownie spędzić z kolegami na motocyklach mogą zmienić mi życie.
Odgarnął kosmyk z mojej twarzy. Nie mogłam się powstrzymać i uśmiechnęłam się szeroko.
-Jedźmy już. Nie chcę aby Ciocia zobaczyła, że wracam o tej godzinie.
-Masz rację. Jeszcze muszę się wyspać. Dzisiaj jedziemy do lasu. Zupełnie bym o tym zapomniał.
Czekałam aż mnie puści jednak nic takiego się nie działo. Położyłam mu głowę na piersi. Słyszałam równy oddech i bijące serce. Przez głowę przeszła mi myśl, jak ludzie mogą nazywać motocyklistów dawcami. Przecież to świetny uczynek, który możemy dokonać po naszej śmierci. Ja z Natalką postanowiłyśmy, że też podpiszemy taki dokument.
-Nawet nie wiesz jak mi pomogłaś... Dziękuję ci z całego serca.
Spojrzałam na niego.
-Nie dziękuj, po prostu bądź.
-Jestem i będę.
Dał mi krótki, ciepły pocałunek. Podał mi kask i ruszyliśmy do motocykla. Wracając, nie mogłam uwierzyć, że szczęście się do mnie uśmiechnie.
Zatrzymaliśmy się przed wzniesieniem do domu Wujka i Cioci. Zeszłam z motocykla. On zgasił go i podszedł do mnie.
-Widzimy się jeszcze prawda? Czemu nie spotkaliśmy się wcześniej?
-Tak miało być - odpowiedziałam lekko smutna. Miał rację. Czemu nie spotkaliśmy się wcześniej?
-Możemy spotkać się dzisiaj wieczorem?
Pomyślałam o jego wypadzie do lasu i moim, który ma być niespodzianką.
-Tak. Może wyjdę do ciebie?
-Może być. Potem cię gdzieś zabiorę - powiedział uśmiechnięty.
-Znów? No dobra - odpowiedziałam wesoła. Wystarczy, że nie powiedział gdzie, a mnie już strasznie to ciekawiło.
-To do wieczora.
Schylił się lekko i pocałował mnie namiętnie. Nasze języki wirowały w romantycznym tańcu. Gorące fale przeszły przez moje ciało. Gdy przerwaliśmy, brakowało nam tchu. Chciałam więcej, jednak dobrze wiedziałam, że muszę wracać.
-To do zobaczenia.
Spojrzałam za nim tęsknie. Przy ogrodzeniu rozglądnęłam się ostrożnie. Spojrzałam w okna. Niby ciemno ale o tej porze można już nie włączać światła. Podbiegłam schylona. Wcisnęłam rękę w zostawiony otwór i otworzyłam drugie okno. Wskoczyłam na parapet i byłam w pokoju. Nic się nie zmieniło. Zmieniłam ubrania, zmyłam makijaż i do łóżka. Zasnęłam szybko. Wystarczyło pomyśleć o Kamilu, a zmęczone mięśnie rozluźniły się. Znów śniłam, że gdzieś biegnę. Przedzierałam się przez krzaki i drzewa. Biegłam szybko. Potykałam się o korzenie.
Gdy obudziłam się, czułam lekkie zmęczenie. Niespokojny sen strasznie mnie dobił.
**************************
  • awatar Gość: Mogłabyś już dodac kolejną...
  • awatar Gość: kiedy kolejna część ? <3
  • awatar Gość: <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jej ciało wyrażało cały rytm. Sam nie wiem kiedy położyłem dłonie na jej biodrach. Założyła ręce na moich ramionach. Nieśmiało się uśmiechnęła. Powoli zsunęła dłonie, dotykając mojej szyi. Okręciła się, kręcąc tyłkiem. Zbliżyłem się do niej. Przyciągała jak magnes. Ocierała się tyłkiem o moje krocze. Dłonie położyłem na jej brzuchu, który wciąż wykonywał płynne ruchy. Wtuliła się we mnie plecami i zwolniła taniec. Zatopiłem twarz w jej włosach. Złapała mnie za dłonie. Nasze palce splotły się. Tańczyliśmy w jednym, zwolnionym rytmie. DJ właśnie dał ostry bit i wszyscy zaczęli skakać. My dalej bujaliśmy się, nie zważając uwagi na resztę.
**************************
Czułam się taka bezpieczna w jego ramionach. Ile bym dała aby zamknąć tę chwilę w słoiku by odtworzyć ją znów. Delikatnie odsunęłam się od niego. Zwróciłam się twarzą w jego stronę. Prawą dłoń wsunęłam w gęste, czarne włosy, lewą zaś położyłam na plecach i przysunęłam go do siebie. Przycisnęłam usta do jego pełnych warg. Nie wiem co się ze mną działo. Nigdy nie byłam tak nachalna. Nigdy nie potrzebowałam pocałunku tak jak teraz. Odwzajemnił go, wsuwając ciepły język między moje wargi. Poczułam jak przyciąga mnie do siebie. Rozpoczęliśmy gorący taniec językami. Idealnie współgraliśmy ze sobą. Pomimo ciepła jakie było na sali, wewnątrz mnie rozpalił się ogień. Wciąż mnie całując, przechylał mną do tyłu, przez co prawie leżałam na jego dłoni. Usłyszałam gwizdy wokół mnie. Dopiero przypomniałam sobie, że jesteśmy w środku roztańczonych ludzi. Delikatnie odsunęłam głowę. Spojrzał głęboko w moje oczy. Znów poczułam nagłą chęć pocałowania go. Wyprostowałam się, a on dalej trzymał mnie w ramionach. Rozejrzałam się i zobaczyłam sporo uśmiechających się do mnie ludzi. Gwizdy już ustały, jednak wiedziałam, że zrobiliśmy spore zamieszanie. Usłyszałam nagle głos DJ:
-Z góry mamy tu naprawdę ciekawe widoki! Nie przerywajcie sobie!
Uśmiechnęłam się w stronę DJ, który puścił do mnie oko. Kamil złapał mnie za dłoń i zaczęliśmy przeciskać się przez tłum w stronę wyjścia. Gdy wyszliśmy na dwór było strasznie cicho w porównaniu do dyskoteki.
-Kamil, ja nie wiem co mnie opętało, ja...
-Ciii...
Przysunął mnie do siebie i złożył ciepły pocałunek na moich ustach.
-Nic się nie stało, naprawdę. Nawet nie wiesz jak mnie pozytywnie zaskoczyłaś. Myślałem, że tylko ja mam chęć na taki pocałunek. Bałem się, że będę zbyt nachalny, że się wystraszysz.
-Kamil... Ja nie wiem co mam robić. Nie wiem co mam myśleć.
-Przejdźmy się i spokojnie pogadajmy.
Złapał mnie za dłoń i ruszyliśmy w stronę drogi. Wciąż nie mogłam uwierzyć, co zrobiłam.
-Wiesz, chciałem ci to powiedzieć wczoraj, jak przybiegłem do ciebie. Pomogłaś mi. Gdybyś wtedy nie została w garażu... Zapewne dalej byłbym zły na siebie za tamte zdarzenie, a na dodatek wkurzyłbym się, że cię wystraszyłem. Nie wiem, czy wtedy nie zrobiłbym sobie krzywdy. Wiesz... Po tamtym wypadku miałem problemy ze sobą. Odrzuciłem wszystko, pasję, kolegów, rodzinę, szkołę. Mogłem siedzieć i patrzeć się w jedną stronę przez parę godzin. Mogłem nie jeść parę dni. Wylądowałem nawet w szpitalu. Na spotkaniach z psychologiem siedziałem jak niemowa. Powróciłem pewnego dnia gdy szedłem ze spuszczoną głową i zobaczyłem dziewczynę strasznie podobną do Ilony. Pobiegłem i rozbeczałem się. Wtedy zobaczyłem, że muszę się wziąć za siebie. Pomyślałem, że to Ilona dała mi znak, żebym przestał. Żebym ogarnął się. Zostały tylko koszmary. Ich nie mogłem wyrzucić. Na pewien czas znalazłem na nie sposób. Upijałem się tak, że nie pamiętałem co mi się śniło. Działało, jednak zobaczyłem że to nie ma sensu. Zmarniałem w oczach. Gdy zobaczyłem siebie pewnego dnia w lustrze, powiedziałem sobie -nigdy więcej. Zapisałem się na siłownię. Rozpocząłem porządne odżywianie. Często siedziałem do późna aby nie iść spać, ale gdy zasnąłem, na drugi dzień czułem się strasznie. Postanowiłem żyć z tym snem. Widocznie potrzebowałem kogoś, kto by mnie wysłuchał. I to nie mógł być psycholog, nie mógł być rodzic... Zupełnie nie przypominasz Ilony. Ale to dobrze, bo ty stałaś się dla mnie jeszcze ważniejsza...
Podniósł głowę i odwrócił się do mnie:
-Nie wiem jak ci dziękować.
-Wystarczy, że będziesz, że nie odejdziesz...
-Przyrzekam...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
-Cześć -przywitałam się tym razem pierwsza.
Stał uśmiechnięty obserwując mnie od góry do dołu. Trochę przytrzymał się wzrokiem przy mojej klatce piersiowej. Udawałam, że w ogóle tego nie zauważyłam. On też świetnie wyglądał. Wcześniej nie widziałam go w czarnej skórzanej kurtce. Idealnie podkreślała jego bardzo ciemne włosy. Powinien ją częściej nosić. Świetnie dobrane rurki, które nie obściskiwały jego nóg jak u niektórych chłopaków, co wygląda obleśnie, tylko ładnie układały się na jego nogach. Włosy jak zawsze w pięknym nieładzie aż prosiły się o dotknięcie. Gdy wyjął dłonie z kieszeni zobaczyłam czarne skórzane rękawiczki bez palców, co dodawało całemu strojowi charakteru.
-Heej, świetnie wyglądasz - odpowiedział z drapieżnym uśmiechem na twarzy. Przez moje ciało przebiegł dreszcz.
-Dzięki, ty też wyglądasz bardzo... dobrze - zacięłam się na chwilkę bo kusiło mnie aby powiedzieć: apetycznie jednak wolałam się ogarnąć.
-Tak się zastanawiam, czy warto jechać na tę dyskotekę. Czuję, że i bez niej byłoby bardzo miło.
Podeszłam do jego motocykla, delikatnie przesuwając palcem po siedzeniu. Udawałam, że słowa nic mnie nie ruszyły, pomimo gorącego uczucia w ciele.
-Oj nie wymyślaj... Sam na to wpadłeś więc ruszajmy.
Mówiłam spokojnie nie pokazując tego, jak bardzo boję się zostać z nim w takiej podniecającej sytuacji. Nie chciałabym aby doszło do czegoś, czego będę żałować.
-Skoro nalegasz - powiedział z lekką nutą zawiedzenia w głosie.
Podszedł do motocykla, a zarazem do mnie. Podał mi kask wiszący na kierownicy Yamahy. Dopiero teraz zauważyłam, że ma dwa kaski. Jestem bardzo spostrzegawcza... A najbardziej wtedy gdy Kamil jest w pobliżu. To był sarkazm... Zdjęłam okulary, nałożyłam kask, a potem włożyłam okulary oraz kurtkę. On w tym czasie usiadł i odpalił motocykl. Usiadłam tak jak kazał mi na początku naszej znajomości. Złapałam go w pasie i ruszyliśmy. Przytuliłam się do niego. Ciepło bijące od jego ciała uspokajało mnie. Obserwowałam mijane budynki i drzewa. Gdyby nie to, że siedziałam na motocyklu, zasnęłabym przytulona do niego. Gdy wjechaliśmy do miasteczka, rozglądałam się za miejscem do którego się udajemy. Gdy zatrzymał motocykl na parkingu przed budynkiem z którego rozbrzmiewała muzyka, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tu jestem. Zobaczyłam jak ludzie wchodzą i wychodzą.
-No no, widzę, że impreza nie źle się rozkręciła... - mruknął Kamil biorąc kaski.
Ruszyliśmy w stronę wejścia. W środku Kamil zapłacił za wejściówki i dostaliśmy pieczątki świecące pod wpływem niebieskiego światła. Zapłacił również za przetrzymanie kasków i kurtek w szatni. Podłoga drżała pod wpływem muzyki. Rozbrzmiewał dobry bit który wręcz prosił o taniec. Weszliśmy do głównej hali. Przed nami ukazało się mnóstwo ludzi. Barman przy barze nie miał chwili spokoju. Kolorowe światła rozświetlały zmęczonych ale szczęśliwych ludzi. Poczułam jak Kamil bierze mnie za dłoń. Spojrzałam na jego twarz. Uśmiechnął się do mnie zachęcająco i pociągnął w tłum. Szliśmy w przód, a przed nami DJ puszczał kawałki machając ręką w górę i dół. Gdy przestaliśmy iść, stanęliśmy naprzeciw siebie. Przymknęłam na chwilę oczy i zaczęłam bujać się w rytm muzyki. Często słyszałam komplementy od chłopaków, że fajnie tańczę. Nie widzę w moim tańcu nic specjalnego ale przyznam, że zawsze staram się wczuć w rytm muzyki. Biodra zaczęły krążyć, dłonią przesunęłam po włosach i popatrzyłam na Kamila. Był wpatrzony we mnie. Uśmiechnęłam się szeroko. Zaczął tańczyć i przyznam, że szło mu dobrze. Pomimo ocierających się o nas ciał, czułam się jakbyśmy byli sami i rozpoczynali taniec pokazujący na co nas stać. Moja pierś podrygiwała w rytm, a podczas wolniejszego rytmu, moje biodra zataczały kręgi. Poczułam jak Kamil kładzie na nich dłonie. Przysunęliśmy się do siebie.
*************************
 

 
Teraz z bliska zobaczyłam również długie rzęsy i kolczyk w uchu.
-Sorry ale naprawdę nie mogę. Może następnym razem?
-Trzymam cię za słowo.
Uśmiechnął się do mnie może aż za miło.
-To kiedy? - kontynuował - Tylko nie jutro. Jutro ruszamy do lasu na jazdę!
W oczach Mateusza pojawiła się radość.
-Tak? Ty i Tomek?
-No i jeszcze Kamil. Nie mówił ci?
Spytał lekko zadziornie. Myślał, że tym zrobi jakieś zamieszanie między mną a Kamilem. Nie wiedział chyba, że nie jesteśmy parą.
-Wspominał.
-Aha. Ale przyznam, że miejsce mamy nie złe - postanowił szybko zmienić temat.
-Gdzie? Może znam?
-Hymm... Jadąc do miasteczka na lewo jest taki skręt na plażę. Wiesz gdzie?
-Tak, kiedyś byłam tam parę razy.
-Nooo to tam dalej, za plażą jest super las. Ktoś wcześniej tam jeździł i są świetne dróżki! Kurcze ale gorąco... Dobra to lecimy sami. Narazie.
-Cześć.
Znudzony Tomek ruszył nie żegnając się. Nie przejęłam się tym. Wystarczy, że Mateusz jest strasznie rozgadany. Hymm to już chyba wiem gdzie wybieram się jutro skuterem. Cel: las za plażą.

Resztę dnia myślałam jak wypadnie dyskoteka. Czy to się uda? Postanowiliśmy, że wyruszymy o późnej porze. Zjadłam kolację razem z Wujkiem i Ciocią. Zachowywałam się normalnie ale od środka miotało mną jak szatan. Oczywiście o wszystkim wcześniej pomyślałam. Kosmetyki leżały przygotowane, ubrania wystarczyło tylko założyć, a poduszki ułożyć wzdłuż łóżka tak, aby wyglądało, że śpię. Gdy weszłam do pokoju, czekałam aż trochę wszystko ucichnie. Nie wiem, czy to zrządzenie losu, czy przypadek ale Ciocia poczuła się gorzej i poszła szybciej spać. Niestety Wujek wciąż siedział przed telewizorem w dużym pokoju. Zapewne mogłabym już zacząć, ale strasznie się bałam, że może przyjść, chociaż mało kiedy to robi. Odetchnęłam parę razy głęboko. Dłonie wciąż się trzęsły. Przy rysowaniu kreski musiałam się bardzo postarać aby nie wydłubać sobie oka. Włosy postanowiłam wyprostować stosując mgiełkę aby układały się lepiej i były miękkie w dotyku. Usłyszałam jadący motocykl. Trzeba się pośpieszyć. Nałożyłam dobrze leżące rurki, które miały fajnie obszytą pupę. Dzięki tym dżinsom tyłek wyglądał na optycznie okrąglejszy. Kocham te spodnie. Luźna i delikatna koszulka w kolorze pudrowego różu lekko prześwitywała czarny stanik. Nie wiedziałam na początku jakie buty założyć. Gdybym szła na normalną dyskotekę nałożyłabym baletki, ale tu wszystko psuje jazda motocyklem. Nie noszę szpilek, bo wtedy byłabym jak żyrafa. Głowiłam się nad butami. Adidasy kompletnie nie pasowały. Nałożyłam czarne baletki i ruszyłam do akcji. Najwyżej będzie mi trochę niewygodnie. Wzięłam kurtkę pod pachę i podeszłam do parapetu. Po cichu przetworzyłam jedno okno, a drugie otworzyłam na całość aby przez nie wyjść. Już miałam włazić na parapet gdy przypomniałam sobie o poduszkach. Puknęłam się w głowę i wróciłam do nich. Ułożyłam idealnie tak jakbym spała na boku z lekko zgiętymi nogami. Po drodze do okna popryskałam się perfumą. Tak, wszystko robię w ostatniej sekundzie. Wyszłam przez okno i przymknęłam je moim świetnym sposobem. Usłyszałam jak pies biegł w moją stronę i zaczął szczekać. Głupi pies! Zaczęłam go uciszać. Zamknął się bacznie mnie obserwując. Ciekawe czy Wujek zaraz nie wyjrzy przez okno? Jest strasznie uczulony na złodziei. Pośpiesz się Paulina! Nie ryzykuj! W głowie miałam tylko te myśli. Ogrodzenie to najłatwiejsza część. Zbudowane z mocnych podstaw i lakierowanych, wywijanych desek było łatwe do pokonania. Nie ociągałam się. Podbiegłam do Kamila który stał na drodze gdzie się trochę obniżała. Tam nie było już nas widać z domu Wujka.
-Cześć -przywitałam się tym razem pierwsza.
 

 
Kurrr... A już tak dobrze mi szło. Powiem jej to po dyskotece albo jak wezmę ją nad jezioro. Jak dobrze, że nie mam już koszmarów z tamtym momentem. Sumienie nie gryzie mnie tak jak wtedy i nie boję się wziąć Pauliny na dłuższe wyjazdy. Nie mogę się doczekać dyskoteki. Koledzy nie jadą, więc nie będą mi przeszkadzać. Ciekawe jak pójdzie. Kiedyś jak tańczyłem nie szło mi tak źle. Dziewczyny latały żeby ze mną potańczyć ale to było ponad 3 lata temu...
Wszedłem do domu. Ciekawe kiedy wróci Dziadek i Babcia? Muszę w tedy być w mieszkaniu, aby zrobić wrażenie "zainteresowanego" domem. Jaaaa... Muszę jeszcze zmyć talerze... Eh. Ten ich wyjazd ma jednak swoje minusy.
Gdy kładłem się spać myślałem jak to jej powiem. Hymm... I ten las, nie mogę się doczekać. Będziemy śmigać po świetnym terenie. Zapowiada się ciekawie.
**************************

Dzisiejszy dzień minął głównie na sms z Kamilem. Pisałam z nim o rzeczach ogólnych. Skąd jesteśmy, trochę o rodzinie, trochę o szkole. Tu się trochę dziwnie poczułam. Okazało się, że on uczy się w tej samej miejscowości co ja mam się uczyć. Kto wie? Jeśli by teraz jednak coś wypaliło to moooże... Ciągle łażę trochę zamyślona. Rozmyślałam nad naszym wspólnym wieczorem. Dobrze że wzięłam trochę lepszych ciuchów. Mam w czym wybrać się na disco. Moja intuicja jednak nie śpi. Tak spędziłam prawie całe południe. Uciekałam od Cioci aby nie zobaczyła jak piszę na tele. Gdy siedziałam na ganku nagle zawołał mnie Wujek.
-Paulina, chodź tu.
-Tak?
-Jedź do sklepu i kup 5 piw i lody dla was, ale nic nie mów Ciotce. Piwo zostaw w garażu.
Dał mi kluczyk i 40 zł. Wyprowadziłam skuter. Miedzy czasie skoczyłam do łazienki aby zobaczyć jak wyglądam. Przeczesałam włosy i spięłam w wysoki koński ogon. Tak lepiej. Dotarłam do sklepu znów niezadowolona z drogi. Szybko zrobiłam zakupy. Sklepowa zna mnie bardzo dobrze i sprzedaje mi piwo. Dobrze wie, że to albo dla Wujka albo Cioci. Gdy wyszłam patrzyłam tęsknie na jezioro. Z chęcią wskoczyłabym w tę chłodną wodę. Kocham pływać. Gdy pływasz możesz liczyć tylko na siebie, a ja właśnie to lubię. Nienawidzę gdy od kogoś zależy moje życie, dlatego lubię takie sporty jak bieganie i pływanie. Zamyślona już miałam odpalać skuter gdy usłyszałam wołanie z tyłu.
-Ej! Czekaj chwilę!
Odwróciłam się i zobaczyłam dwóch chłopaków. Jednego z nich znam. To on jeździ na żółtym crossie i to on przekazał mi wiadomość od Kamila. Drugi, bardzo dobrze umięśniony jednak trochę niski bujał się i kozaczył. Eh co wypchany bobek. Usiadłam na skuterze bokiem.
-Lecisz już? Nie idziesz nad jezioro?
Normalnie jakby czytał mi w myślach.
-Niee... dzisiaj nie mam czasu. Może wkrótce.
-Nie no. Teraz wszyscy nie mają czasu. Kamil też - spojrzał na mnie dziwnie, jednak wrócił do rozmowy - Tak apropo's jestem Mateusz a to Tomek.
Tomek uśmiechnął się do mnie jednak nie zainteresował się mną na długo. Na pewno zauważył naszą różnicę wzrostu. Pewnie karał w myślach swój los, że nawet dziewczyny są od niego wyższe.
-Paulina.
-To jak Paulina, lecisz z nami?
Oh jak mnie korciło! Gdy patrzyłam na Mateusza wręcz aż widziałam Natalkę krzyczącą "Paulina! Weź od niego numer dla mnie! No weeeź załatw..." i ta mina gdy o coś bardzo prosi. Dla niej na pewno by się spodobał. Teraz z bliska zobaczyłam również długie rzęsy i kolczyk w uchu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Teraz?! On tu zaraz będzie! Dobrze, że jest ciemno. Jestem nieogarnięta ale też pewna, że tego nie zauważy. Ta noc jest taka ciemna. Patrzyłam w gwiazdy, gdy usłyszałam bieg osoby na drodze. Ta część drogi aż do skrzyżowania jest piaskowa więc dokładnie słyszałam zbliżające się kroki. Patrzyłam na ogrodzenie na które wspinał się Kamil. Zaraz potem był przy mnie.
-Dobrze, że pies nie szczeka. Rzeczywiście, ładnie zarośnięto. Na czym to skończyliśmy?
Dyszał między zdaniami, jednak słyszałam że rozbawiła go ta sytuacja. Ja też zaczęłam mieć lepszy humor.
-Pies nie szczeka bo go nie ma. Pobiegł gdzieś, miałeś szczęście.
-Ja i szczęście... Szkoda, że ta huśtawka jest jednoosobowa. Mmm weź wstań.
Szybko domyśliłam się co knuje, jednak nie miałam nic przeciwko. Usiadł na moje miejsce i poklepał swoje kolana bym usiadła. Lekko zestresowana usiadłam i poczułam jak kładzie ręce na moje uda.
-Jak będzie ci niewygodnie to powiedz, usiądę inaczej...- mówiłam lekko speszona.
-Z tobą zawsze będzie mi wygodnie. Nie zmieniaj tematu naszej głównej rozmowy... To jak?
-Myślałam już o tym i mam pomysł. Wiesz tamte wakacje miałam bardzo ciekawe. Pomyślałam że mogę wypróbować sposób którego używałam u siebie w domu. Tu mam jeszcze łatwiej bo to jednopiętrowy dom. Jedno okno zostawię uchylone i to mi wystarczy.
Dumna ze swojego pomysłu siedziałam i czekałam na jego reakcję.
-Dasz radę tak otworzyć drugie okno?
-Bez problemu.
-Zaraz... Skoro mówisz że tu masz jeszcze łatwiej tooo... Jak ty weszłaś u siebie w domu?
Zaczęłam się śmiać. Normalnie padałabym ze śmiechu, gdyby nie to że, on tu siedział i że musieliśmy być cicho.
-Hymm... -ledwo się opanowałam - Najpierw wspinałam się po mokrym foliaku, potem szłam po dachu garażu a potem okno. Wszystko jest przy sobie więc wiesz... Najgorzej to ten stary, mokry foliak...
Słyszałam jak dusił w sobie śmiech. Wiem, że chciał roześmiać się głośno ale nie pozwalało nam na to miejsce. Zaczęłam śmiać się z nim.
-Serio...? I dałaś radę?
-Ja? No ba.
Znów zaczęłam się rechotać.
-Przyznam, że to świetny pomysł. Może kiedyś z niego skorzystam, chociaż wątpię aby moja ręka przecisnęła się przez otwór.
Śmialiśmy się jeszcze jakiś czas. Poczułam, że jego ręce przesuwały się w górę i dół po moich udach. Poczułam dziwny ścisk w brzuchu. Chyba zawsze będę tak reagować na dotyk chłopaka. Swoją głowę położył na moim ramieniu. Znów pachniał tak kusząco. To jak czekoladowa babeczka dla osoby odchudzającej się bardzo długo. Wie, że będzie pyszne, ale też wie jakie będą konsekwencje.
-Wiesz... Skoro już jesteś to powinniśmy omówić wszystko dokładnie. Jedziemy twoją Yamahą?
-Taaak...
Tym razem zaczął lekko ściskać moje uda.
-No więc... -ledwo myślałam, przełknęłam ślinę. Ogarnij się -Będziesz musiał pojechać wcześniej aby nie wzbudzić podejrzeń Wujka i Cioci... Ja wyjdę do ciebie później...
-Myślisz o wszystkim...
Wypowiedział te słowa jakby mruczał. Podobnie jak na tej górze gdy nie chciałam dać mu okularów. Jego głowa, która spoczywała na moim ramieniu, przysunęła się do mojej szyi. Delikatnie zaczął muskać ją ustami. Instynktownie odchyliłam głowę. Co ja robię?! To jest czekoladowa babeczka...
-Nie wiem... tylko.. jak z powrotem... Może zrobimy tak... samo?
-Tak, zrobimy tak samo...
Delikatnie dmuchnął mi w szyję. O czym ty do cholery myślisz, Kamil?! On chce cię tylko przelecieć, mówił mój pesymizm w głowie, gdzie zapaliła się czerwona lampka. Żebym go chociaż znała, a ja nie znam nawet jego nazwiska. Mój mózg zaczął funkcjonować na najwyższych obrotach. Żeby go nie wystraszyć a zarazem odsunąć mu ten pomysł z głowy trzeba dobrze pomyśleć. Tak najpierw zajęłam się jego rękoma. Wciąż masował moje uda. Delikatnie złapałam go za dłonie i złączyliśmy je. Jeden problem z głowy. Co by tu zrobić? Moją uwagę zwróciły gwiazdy. Spojrzałam na nie zmieniając kąt mojej szyi. On też zaczął patrzeć w niebo, przestając całować moją szyję. Uff... Odetchnęłam w duchu z ulgą. Nie chcę aby stało się coś, czego będę żałować.
-Śliczne gwiazdy- powiedziałam.
-Noo... Dzisiaj jest takie czyste niebo.
-Lubię je. Często jak wracałam późno od koleżanki rowerem to szukałam spadających gwiazd.
Spojrzał na mnie. Nie wiem jaki miał wyraz twarzy.
-Sama? Jak późno?
-Weź się nie czepiaj przeszłości, widzisz, nic mi się nie stało.
-Ale mogło. Jak późno?
-Ja mieszkam na wsi gdzie są spokojni ludzie. Nie naprzykrzam się im to nic do mnie nie mają... Uhhh... Tak jedenasta, może dwunasta.
-Rowerem? Oszalałaś?
Wyjął swoje dłonie z moich, złapał mnie za biodra i podniósł abym wstała.
-Usiądź do mnie twarzą, musimy poważnie porozmawiać.
Spojrzałam na niego zdziwionym wzrokiem. Nie wiem czy to zauważył, ale gdy zobaczył, że się wacham przyciągną mnie do siebie.
-Nogi przełóż za mnie...
Gdyby ktoś widział nas z boku, pomyślałby tylko o jednym.
-O co chodzi?
Ręce położył za mną. Miał teraz dobry dostęp do mojego tyłka...
-Otóż pewnie domyśliłaś się, że... - dobierał powoli słowa - że było mi bardzo trudno po tym wypadku. Nie wiesz o tym, ale... miałem koszmary związane z tym wydarzeniem.
-Nie dziwię się...
-Właśnie chcę ci powiedzieć, że dzięki temu że mnie wysłuchałaś, wszystkie te koszmary odeszły. Nawet nie wiesz jak bardzo mi... - nie zdążył skonczyć bo na werandzie z przodu zapaliło się światło.
On szybko wylazł spode mnie i schował się za gęstymi krzakami. Zaraz potem usiadłam normalnie na huśtawce.
-Paulina? - To była na szczęście Ciocia. Wujek zapewne by przylazł aż tu.
-Jestem, jestem, zaraz idę.
-Co ty tam robisz? Ciemno już.
-Gadałam z koleżanką przez telefon. Nie chciałam aby Wujek słyszał o czym gadamy. Wiesz jak to on. Od razu pytał się czy to nie była przypadkiem niby koleżanka.
-No, no... Wiem, ale chodź już bo kolacja wystygnie.
-Dobra, tylko zobaczę czy nic nie zostawiłam.
Podczas rozmowy, Ciocia stała daleko, tylko co ledwie wyszła za ganku. Mieliśmy szczęście. Gdy weszła do domu usłyszałam głos Kamila.
-Nie ładnie tak kłamać - powiedział rozbawiony - Kurczę, jak tak, to ja muszę, niestety, lecieć. To jesteśmy umówieni?
-Tak. Szczegóły omówimy w smsach.
Podszedł do mnie i złapał z dłonie. Spojrzałam na niego. Był taki poważny.
-Too... To na razie.
Zbliżył się twarzą do mnie i oddał mi ciepły pocałunek. Nie trwało to długo, jednak wystarczyło, aby zrobiło mi się gorąco. Zaraz potem biegł w stronę ogrodzenia.
Uśmiechałam się od ucha do ucha. Skarciłam siebie w duchu. Przecież ty go prawie nie znasz! Jezu... Nie lubię takich sytuacji, gdy nie wiem na czym stoję. Mam jednak wrażenie, że chciał powiedzieć coś ważnego. Szkoda, że Ciocia mu przerwała.
***************************
  • awatar "Je danse sous la pluie." ;*: Można zwariować bez tego opowiadania. Ciągle chce się więcej i więcej. .. nie moge sie doczekać kolejnej części :D napewno bedzie również wspaniał ^-^
  • awatar Demonologia: czekamy na kolejną część ;)
  • awatar Alicja Kowalczyk Aliss: w najlepszym momencie przerwane :) już nie mogę sie doczekać nastepnej :D zapraszam do mnie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Obudziło mnie stukanie. Ummm czemu mam taki płytki sen? Wywlokłam się z łóżka i znów na nie padłam. Uśmiechnęłam się do sufitu. Taaa, a wystarczyło pomyśleć tylko o nim. Chyba się zakochałam. Szkoda, że on jest mega zajebiście przystojny a ja? Powinnam się ogarnąć. Przecież może mieć każdą! Wystarczy, że jakaś zajebiście ładna laska mrugnie do niego i już mogę zostać na lodzie. Może i jestem nieufna ale jak już komuś zaufam to będzie ciężko... Ach ten mój pesymizm. Musiałam przestać o tym myśleć. Wczorajsza sytuacja strasznie mną wstrząsnęła. Przyznam, że obudziłam się w środku nocy. Gdy się ogarnęłam, poszłam do kuchni. Ciocia robiła schabowe. Spojrzałam na zegarek. Po 12?!
-Gdzie wczoraj byłaś?
-Przejechałam się w stronę lasu. Gadałam z tym chłopakiem od motocykla. Spoko gościu.
Musiałam powiedzieć cokolwiek, aby wyjaśnić czemu nie było mnie tak długo. Starałam się mówić obojętnie, więc Ciocia nawet się nie zainteresowała. I o to chodziło. Wyszłam na podwórko. Kiedy ktoś mnie wypytuje, zawsze odpowiem albo prawdę albo coś co było ogólne, tak jak teraz. Potem wychodzę aby nikt nie pytał mnie o szczegóły. Na ganku rozejrzałam się za Wujkiem. Temu nie mogłam tak odpowiedzieć. Gdy zobaczyłam, że siedzi zajęty w garażu, poszłam za dom do syna Cioci, Huberta. Z młodego jest ciekawy chłopak, lecz jeśli z nim dobrze nie trzymasz, lubi zrobić coś na chama.
*********************
Obudziły mnie promienie słońca. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak się obudziłem. Zawsze budził mnie ten koszmar... Kto by pomyślał, że właśnie Paulina mi pomoże? Teraz mogę tylko dziękować Bogu że odważyłem się podwieźć ją pod dom. Normalnie pojechałbym dalej. Widać tak miało być, miałem czekać, wylizać się z tamtego wydarzenia. Usłyszałem, że ktoś dzwoni.
-Tak?
-Kamil! Dawaj na drogę, jakiś kolo gada, że przegoni nas wszystkich! Hahaha
Nie mogłem powstrzymać śmiechu.
-Hahahahah. Weź bo padnę ze śmiechu. Zaraz tylko zjem śniadanie.
-Śniadanie? To ile ty spałeś? Chyba, że coś ciekawego w nocy robiłeś hahahah
-Nie gadaj tylko czekajcie na mnie.
-Okej.
Szybko się przebrałem, zjadłem śniadanie i ruszyłem do garażu. Gdy otworzyłem szeroko drzwi, wspomnienia wczorajszego wieczoru wdarły się do mojej głowy. Uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę crossa. Po odpaleniu silnika usłyszałem miły dźwięk. Zostawiałem po sobie tylko kurz. Dojeżdżałem do domu Pauliny, a raczej jej rodziny. Z daleka ujrzałem ją w sadku koło domu. Biegła z mniejszym chłopcem który siedział u niej na barana. Była roześmiana. Przez resztę drogi zastanawiałem się co o mnie myśli. Muszę powiedzieć jej co postanowiłem i jak bardzo mi pomogła.
**********************
Nie widziałam go cały dzień, tylko jak jechał w stronę jeziora i "serca" wsi. Zawsze nazywam tak miejsce gdzie jest najwięcej budynków i gdzie najwięcej się dzieje. Ja mieszkam w "sercu" wsi. Nie dokładnie na środku lecz każdy w okolicy zna moich rodziców. Cały dzień łaziłam z Ciocią.
Gadaliśmy o jej problemach. Teraz Ciocia wygląda okropnie. Kiedyś pulchna i kobieca, teraz chuda ze zniszczonymi rękoma i brzydką twarzą od papierosów. Oto jak działają nerwy, papierosy i alkohol. Pomyślałam, że powinnam jej pomóc, lecz nie wiem jak. Pytałam czy dałaby radę rzucić palenie lecz ona odpowiedziała prosto, że nie i zaczęła gadkę abym nigdy nie paliła. Nawet nie miałam zamiaru. Teraz gdy siedziałam na huśtawce Huberta myślałam o Kamilu. Ciekawe co teraz robi? Dobrze, że chociaż on ma jakieś zajęcie.
***********************
Gościu nie miał ze mną szans chociaż przyznam, że jego starej daty maszyna nieźle ciągnęła. Teraz siedząc z kolegami nad jeziorem patrzyłem na zachodzące słońce. Ładny widok. Zabiorę tu kiedyś Paulinę o tej porze.
-Ej, kolego! Tu Ziemia!
-Co?
-Jedziesz z nami na dyskotekę jutro? Może wyrwiemy jakieś dupy.
Rozejrzałem się. Siedziało tu około dziesięciu chłopaków. Większość znałem. Uśmiechnięci pokiwali głowami, gdy Mateusz wspomniał o dyskotece.
-Wiecie co, za bardzo to mi się nie chce... Starsi wracają i muszę im pomóc. Pewnie nie będę miał siły... - szukałem jakiejkolwiek wymówki. W głowie miałem nowy pomysł więc zmieniłem temat - A kiedy jedziemy do lasu? Nie mogę się doczekać...
-Mnie starzy puszczą dopiero pojutrze - odezwał się Tomek.
On ma czarnego crossa. Jego rodzice są jeszcze gorsi niż moi, bo dają mu ultimatum pomimo, że jest pełnoletni. Pewnie już dawno by miał w dupie co mówią, gdyby nie to, że kasa z roboty ledwo starcza na naprawy motocykla i naukę. Tomek pochodzi z tych samych okolic co ja.
-No to pojutrze ruszamy.
-Kurcze... Skoro ty nie chcesz jechać na imprezę to my też nigdzie się nie ruszamy. We trójkę raźniej w razie zadymy - odezwał się Mateusz.
-A reszta?
Spojrzałem na resztę miejscowych chłopaków. Byli niby zajęci rozmową.
-Oni pójdą swoją grupą i zostaniemy sami... - powiedział cicho Tomek.
Osiągnąłem co musiałem, nie jechali więc mój plan mógł wypalić.
-Jak chcecie... Ja muszę spadać.
-Spoko, to na razie.
-Na razie.
Gdy jechałem z powrotem, nie zauważyłem Pauliny na podwórku. W garażu odsłoniłem najdłuższy fotel abym mógł wygodnie się rozłożyć. Jak dobrze, że starsi pojechali do kuzynów. Widać nabrali do mnie trochę zaufania, że zostawili mnie samego. Wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem Pauliny numer telefonu. Po trzech sygnałach odebrała.
-Tak?
-Eloo
Nie mogłem się powstrzymać od radosnego przywitania. Mój plan ładnie rozkwitł w mojej głowie.
-Cześć, późno dzwonisz.
-Obudziłem cię?
-Niee... Właściwie to siedzę już dłuższy czas na podwórku. W domu jest strasznie gorąco.
-Aha, nie widziałem ciebie.
-A ja tak - powiedziała to już weselszym głosem - huśtawka jest między drzewkami więc mogłeś nie zauważyć.
-Możliweee... - nie wiedziałem od czego zacząć.
-Czy mi się zdaje czy coś knujesz?
Jak ona to robi?
-Ja? No co ty.
Roześmiałem się trochę. Więc teraz miała już pewność że coś jednak knuję.
-Wiesz, tak słyszałem, że w okolicy jest dyskoteka. Wiesz gdzie jest najbliżej takie małe miasteczko?
-Tak, ale...
-No właśnie. To tam.
-Kiedy?
-Jutro.
Cisza. Aby wypaliło.
-Wiesz, że Wujek...
-Wiesz co? Czekaj tam gdzie jesteś. Zaraz do ciebie podbiegnę. Przyda mi się trochę ruchu. Skoro nie widać cię z drogi to może Wujek nie zobaczy mnie z okna jak dobrze usiądziemy.
Nie dałem jej dojść do słowa bo już zbierałem się i zamykałem drzwi do garażu.
************************
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Nie idź... Proszę.
Spojrzałam w jego oczy. Teraz były szare i smutne, a źrenice strasznie się powiększyły.
-Nie zostawiaj mnie teraz... Nie w tej chwili, nie samego... - jego głos był taki przegrany i proszący zarazem.
Przełknęłam kulę w gardle. Jedną ręką przysunęłam taboret i usiadłam naprzeciw niego, lecz dalej nie puścił ręki. Złapał też drugą i trzymał mnie za dłonie. Moje serce biło szybko, lecz wiem, że on musiał przeżywać coś gorszego. Pamiętam jak reagował na każdy niespodziewany dotyk, a teraz trzymał mnie za ręce. Stopy postawiłam tam gdzie prawidłowo powinien trzymać jedną nogę pasażer, przez co nasze ręce leżały na moich kolanach.
-To było trzy lata temu. Nie jechaliśmy za szybko, ale przekraczaliśmy normę prędkości. Nie mieliśmy kasków. To miała być krótka przejażdżka, jednak była zbyt krótka... - mówił tak ciężko. Patrzył się w nasze dłonie - Poczułem nagle uderzenie w tył. Jakiś samochód wjechał mi w dupę motocykla. Straciłem panowanie, bo stało się coś z kołem z tyłu. Koło nie jechało więc było to jak szybki hamulec... Wypadliśmy za steru. Ja trafiłem w rów, na plecy, ona... - przełknął - ona trafiła głową w stojący na poboczu samochód. Miałem strój, jeszcze nowy, chciałem się nim pochwalić więc to dzięki niemu moje ciało ma tylko parę blizn. Tylko czemu byłem taki głupi żeby jechać bez kasków?!
Ściskał moje ręce coraz bardziej.
- Miałem coś wbite w skórę ale pobiegłem do niej i próbowałem ją ratować lecz ona już nie żyła. Asfalt był cały we krwi. Jej ciemne włosy były pozlepiane. Umarła szybko, nie cierpiała... - przerwał, myślałam, że skończył ale on kontynuował dalej.
- Byliśmy ze sobą pół roku. Niby niedużo, ale tak szybko się do siebie przyzwyczailiśmy jakby trwało to o wiele dłużej. A ja? Zabiłem ją! Rozumiesz?!
Moje ręce były tak mocno ściśnięte, że myślałam, że zaraz je połamie. Wyrwałam je. Spojrzał zrozpaczonym wzrokiem, już miał przepraszać ale ja wstałam i go przytuliłam. Nie mogłam teraz go opuścić. Nie mogłam też patrzeć w te zrozpaczone oczy. Przytulenie było najlepszym wyjściem. Objął mnie i posadził na kolanach. Pomimo swojego wzrostu, poczułam się jak dziecko w jego wielkich ramionach.
***********************
Nałożyła spodenki. Mmm, zrobiła to specjalnie? Gdy usiadła niedaleko mnie ledwo mogłem się skupić na tym skuterze. Nie mogłem się powstrzymać od uśmiechu. Albo robi to specjalnie albo nieświadomie. Gdy poprosiłem aby przytrzymała filter wręcz aż chciałem dotknąć tych łydek i iść wyżej. Lecz nie mogłem, bałem się że ją wystraszę. Zamyślony złapałem za koszulkę. Zapomniałem, że nałożyłem specjalnie czystą. Gdy szukałem ścierki, w głowie powstał nowy plan. Ona obserwowała mnie niczym wilk swoją zdobycz. Gdy poprosiłem ją o pomoc przy koszulce, podeszła z taka miną jakby czytała w moich myślach. Skąd wiedziała, że specjalnie o to poprosiłem? Przecież mogłem zostać dalej w tej koszulce. Musiałem pokazać jej swoje starania. Ile to ja czasu pakowałem? Delikatnie zdjęła koszulkę. Z jej wzroku wynikało, że jest pod wrażeniem. Chodziła łapczywie wzrokiem po ramionach, klacie i sześciopaku. Gdy się odwróciła ode mnie, nie mogłem powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Trzymając koszulkę w rękach, powróciła już opanowana i radosna. Na twarzy widać było szczery uśmiech. Wróciłem do skutera. Teraz niech myśli co tam chce, i tak wiem, że zrobiłem na niej wrażenie. Poszła w stronę mojego dziecka. Stanęła naprzeciw jego. Z chęcią złapałem ją za biodra i przesunąłem na bok. Zdjąłem folię. Czułem jak mnie obserwuje. Gdy już stałem i patrzyłem na moje zwierzę spojrzałem na nią. Ona przyglądała się mojej bliźnie. Poczułem skurcz żołądka. Zupełnie o nich zapomniałem. Musiałem zwiać spod jej wzroku. Był bystry i spostrzegawczy. Kicnąłem przed skuterem udając że coś robię lecz obserwowałem ją kątem oka. Gdy przesuwała palcami po plastiku, aż zazdrościłem dla mojej Yamahy. Usiadłem bokiem na siedzeniu skutera. Zatrzymała się przy pewnym miejscu na plastiku. Wiedziałem co to za miejsce. Nie czekałem na pytanie.
-To było dawno.
Poczułem nagle ten ciężar. Chciałem ominąć ten temat mówiąc, że było to dawno, ale ona zadała pytanie. Coś kazało mi to opowiedzieć. Gdy chciała już iść, pomyślałem szybko, co ze mną będzie jak zostanę sam. Złapałem ją za rękę. Słowa ledwo wychodziły mi z ust. Nie wiem czy mówiłem z sensem. Spojrzałem jej w oczy. Jej wzrok był wystraszony. Myślałem, że zaraz się wyrwie ale ona przysunęła taboret. Inna dziewczyna uciekłaby, pomyślałaby, że jestem opętany albo nie wiem... Złapałem ją za drugą rękę. Usadowiła się idealnie. Gdy zacząłem mówić, całe wydarzenie widziałem przed oczami. Gdy wyrwała ręce, moje pięści były ściśnięte. Boże! Mogłem połamać jej dłonie! Czy ja muszę wszystkich krzywdzić? Już miałem ją przeprosić, ale ona... Ona rzuciła mi się w ramiona. Przytuliłem ją i posadziłem na kolanach. Jak ja dawno tego nie robiłem. Nie przytulałem żadnej dziewczyny od tamtej pory. Ile dziewczyn patrzyło na mnie łapczywym wzrokiem? Ile z nich było ładnych? Ile z nich miało podobne włosy, oczy, posturę jak Ilona? Nie byłem gotowy. Teraz wiem, że dziewczyna którą trzymam na kolanach, jest czymś więcej. Podoba mi się jej ciało, pociąga mnie. Tak lubię się z nią droczyć, poznawać ją. Ciekawe co o mnie myśli.
-Nie powinieneś zrzucać całej winy na siebie - powiedziała, delikatnie muskając moją skórę ustami.
-Ale to moja wina. Gdybyśmy mieli kaski, ona mogłaby przeżyć!
-Może. Kto wie czy kask by wytrzymał? Dobrze wiesz kto jest winny. Gdyby nie ten samochód, dojechalibyście szczęśliwie.
Wstała z moich kolan. Pewnie chciała już iść albo raczej jechać. Nie wiem ile czasu siedzieliśmy razem.
-Może masz racje.
Jej argumenty były takie pewne, że się poddałem i przyznałem jej rację. Po tych słowach poczułem jak serce staje się lekkie a ramiona luźniejsze. Dobrze, że jej o tym powiedziałem.
-Wiesz, jest już późno... Powinnam już wracać... Ja naprawdę nie chciałabym cię teraz zostawiać samego ale Wujek, rozumiesz...
-Tak, odprowadzę cie.
Przez całą drogę pchałem skuter. Spytała mnie ile mam lat. Odpowiedziałem, że pełne 19. Ona 16. Była zbyt poważna jak na swój wiek. Pożegnaliśmy się trochę smutnym nastroju. Chciałbym ją przytulić i nie wypuścić, ale dzisiaj i tak wymagałem od niej za wiele.

Gdy wróciłem do pustego domu, padłem od razu na łóżko. Dobrze, że nie ma babci i dziadka. Babcia zapewne ciągle przychodziłaby z argumentem ciastek lub herbaty gdy była Paulina. Sen zmorzył mnie bardzo szybko. Tym razem nie bałem się snu. Pierwszy raz spałem nie mając żadnego obrazu przed oczami. Nic. Pustka.
**********************
  • awatar blogerka19: Wiem ze czepiam sie szczegolow ale mnie męczy w pierwszej czesci jest ze jezdzi honda a teraz zas ze yamaha nie wiem czy to pomylka czy jak xd Historia bardzo ciekawa, czekam na 11 czesc :)
  • awatar "Je danse sous la pluie." ;*: Nie moge dłużej czekać ! Chce następną cześć!Bardzo o to prosze ^-^
  • awatar SMAJL .JPG <3: Ciekaweee :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Czym by tu się zająć? Moją uwagę zwrócił jego motocykl. Poszłam w jego stronę. Teraz przypomniałam sobie, że nie miałam okazji przyjrzeć się mu bliżej. Za sobą usłyszałam kroki. Złapał mnie za biodra i przesunął na bok. Ogarnęła mnie fala gorąca.
-Jesteś pewnie ciekawa jak wygląda z bliska.
-Trochę tak, mało kiedy mam okazję oglądać crossa. Najczęściej widzę ścigacze.
-Ja tam wolę coś bardziej hardcorowego, coś co podskoczy i pojedzie po każdej nawierzchni.
Gdy ściągał folię, jego mięśnie napięły się. Gdyby całą tę sytuację widziała koleżanka Natalia pewnie zaczęła by się drzeć: Weeeź! Jakie ciacho! Bież go, a nie stoisz jak chuj na weselu!
Moim oczom ukazała się czysta Yamaha.
-Jaka wypolerowana - powiedziałam uśmiechając się. Przyznam, że poprzednia sytuacja bardzo mnie pobudziła i rozbawiła.
-Niedługo jadę z kolegami do lasu. Znaleźliśmy świetne miejsca do jazdy. Wolę mieć przygotowany i czyściutki motorek w razie czego.
Oparł dłonie na biodrach, spoglądając dumnie na swoje dziecko i wtedy zauważyłam coś na jego ciele. Ma bliznę na boku. Dość długa, jednak nie szeroka. Chyba zauważył, że się jej przyglądam. Odchodząc od motoru oglądnęłam się za nim. To nie była jedna blizna. Na plecach, nisko też była taka i na ramieniu też. Widać wcześniej zakrywała ją koszulka. Nie miałam prawa wcinać się w jego życie, więc nie pytałam skąd je ma. Poszłam do motocykla. Przeszłam palcami po plastiku. W pewnym miejscu poczułam coś szorstkiego. Przyjrzałam się. Miejsce klejone. Jednak nie tylko pan Yamahy ma blizny. Poczułam jak ktoś mnie obserwuje. Siedział bokiem na skuterze i patrzył się na mnie miną bez wyrazu.
-To było dawno - mówił, patrząc na mnie tak szczerze, że mój żołądek aż się skurczył.
-Kogo była wina wypadku?
-Nie moja... Ale byłem szczeniakiem, więc odniosłem dużą odpowiedzialność za to.
Odwrócił wzrok. To musiało być coś poważniejszego. Za dużo bólu kryło się w jego oczach.
-Czy... Czy ktoś zginął?
Dalej na mnie nie patrzył. Nie odpowiadał tak długo, że myślałam, że nie nie dostanę odpowiedzi.
-Jedna osoba.
Nagle spojrzał w moje oczy tak głęboko, że moje nogi zrobiły się jak z waty. To była ważna osoba. Odwróciłam wzrok. Powinnam się zbierać, niepotrzebnie zaszłam tak daleko. Jego wspomnienia bolały, a ja je rozdrapywałam.
-Przepraszam, ja... - spojrzałam na niego, dalej siedział na skuterze. Trochę mnie zatkało. Ten wysoki, umięśniony i pewny siebie chłopak, siedział teraz w przegranej pozycji. Jego umięśnione ramiona dźwigały ciężar przez wiele lat. Powinnam już iść, to jego prywatna chwila. Ruszyłam w kierunku wyjścia lecz gdy przechodziłam koło niego złapał mnie za rękę.
-Nie idź... Proszę.
  • awatar SMAJL .JPG <3: pisz, pisz , pisz , chce już następną :*
  • awatar safe me...: super juz chce nastepna
  • awatar Gość: Jeju to jest cudowne *-* nie mogłam spać i trafilam tutaj i po prostu nie wiem co powiedzieć *-* chce już kolejną część :c
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Prawie wieczór. Cały dzień musiałam przy czymś pomagać. Teraz gdy leżałam na łóżku, zastanawiam się jaki ma sens spotykanie się z Kamilem. Dla niego będę tylko wakacyjną przygodą, a ja będę myśleć o nim przez cały semestr, zawalając naukę. Powinnam utrzymać dystans. Nigdy nie miałam ufności do ludzi. Moja mama nie jest moją najlepszą przyjaciółką, tak jak w innych rodzinach, a tacie daję przykład silnej i stanowczej córki, która ma plany na przyszłość. Nie pamiętam kiedy ostatni raz pocałowałam mamę albo tatę w policzek. Ale może to i dobrze. Gdy ich stracę, może będę mniej tęsknić. Inne nastolatki tylko czekają aż się wyrwą z domu i będą miały po 18 lat, a ja? Ja chciałabym teraz zastygnąć. Chciałabym mieć swoje 16 lat przez długi czas i siedzieć w domu z moją rodziną. Boję się starości... Bzzzzzzz Bzz Bzz Bzzzzzzz. Wibracje i muzyka zakłóciły moje myśli. Wzięłam telefon. Popatrzyłam na numer, którego nie znałam i odebrałam.
-Słucham.
-Cześć, tu Kamil - powiedział radośnie, a moje serce złapało szybszy bieg. Musiałam się uspokoić... Złapać dystans.
-Cześć, coś się stało, że dzwonisz? - Boże, jakie głupie pytanie.
-Nieee... Czemu? Tak tylko pomyślałem, że może w końcu skorzystam z twojego numeru telefonu. Myślę, że nie przeszkadzam.
-Nie, akurat mam wolną chwilę.
-O, to dobrze. Wiesz... Może przyjedziesz do mnie teraz na godzinę, dwie... Sprawdzę twój skuter. Pewnie nie miał przeglądu... Wiesz, nudzę się, a lubię pogrzebać w smarach - mówił coraz bardziej zakłopotany.
-No dobrze... Tylko nie zrób jeszcze gorzej. Myślę, że się znasz...
-Oczywiście. Ile to ja takich maszyn rozebrałem i złożyłem? Oj dużo...
"Rozebrałem?" Czemu mi kojarzy się tylko z jednym? Ach... No tak, z innym już o tym pisałam.
-Spoko, teraz?
-Im szybciej przyjedziesz, tym szybciej wrócisz. Ten twój Wujek jeszcze się przyczepi.
-A, no, rzeczywiście. Jak tak, to kończę.
-Okej, to u mnie się widzimy, na razie.
-Cześć.
Rozmowa nie była długa, ale wystarczyło żeby spociła mi się dłoń z telefonem. O nie. To idzie już za daleko... Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki.
W miarę ogarnięta, w krótkich spodenkach, jechałam w jego stronę. Przyznam, że trzęsły mi się ręce. Uspokój się... Uspokój się. Zobaczyłam jak stoi na swojej dróżce. Zatrzymałam się przy nim. Zgasiłam silnik i pociągnęłam skuter idąc koło niego.
-Fajnie, że przyjechałaś. Wieczorami jest strasznie nudno, gdy znajomi lecą na chatę.
-Dobrze, że masz chociaż kolegów w dzień. Ja muszę siedzieć cały czas w domu.
-Miałem szczęście, że ich rodzice ugadali się z moimi dziadkami. Daj skuter, trzeba zaprowadzić go do garażu.
Pewny siebie popchał go do garażu. Małe pomieszczenie było przyjemne. Lubiłam zapach smarów i olei. Garaż z narzędziami moich rodziców jest chłodniejszy i bardziej wyposażony. U niego na suficie wisiał stary lampion ze światłem. Trochę dalej na prawo stały jakieś fotele przykryte folią. Naprzeciw stała stara półka pokryta kurzem i narzędziami. Po lewej był długi blat na którym były różne rzeczy, m.in. stary magnetofon, dętki, narzędzia, kleje, nożyce i wiele różnych staroci. Na ścianach wisiały koła różnych rowerów i motorów. A gdzie jego motor? Rozglądnęłam się jeszcze raz i zobaczyłam teraz przykryte coś folią, niedaleko mebli.
-Dzisiaj twój skuter zajmie miejsce mojej Yamahy. Hymm co my tu mamy...
W zamyśleniu zabrał się do przeglądania tylnej części skutera. Ja po cichu poszłam do magnetofonu. Odciski palców na kurzu mówiły, że ktoś próbował odpalić ten stary sprzęt. Następnie zaczęłam przyglądać się kołom na ścianach.
-No tak, zapomniałem. Ja mam zajęcie, a ty będziesz się nudzić...
-Niee... Ciekawe miejsce. U mnie, u rodziców w garażu nie dba się o dekoracje, na przykład te koła. Jest dużo narzędzi i sprzętu. Tata o wszystko zadbał gdy był młody.
-Masz garaż... Ja niestety musiałem wszystko sam ogarnąć. Moi rodzice nie rozumieją tego. Zaprowadzą swój samochód do mechanika i już. Nie potrzebują narzędzi. Gdy zacząłem zbierać klucze, ojciec mało nie wywalił wszystkiego gdy zobaczył, że zająłem kawałek miejsca w garażu. Hymm... garażu? To raczej pokój na samochód.
Mówił zamyślony, potem zabrał się do skutera. Powinnam obserwować co robi. Może nauczę się czegoś. W rogu zauważyłam krzesełko. Postawiłam po cichu niedaleko niego a skutera. Był tak zamyślony, że nie chciałam go rozpraszać. Obserwowałam jego poczynania. Gdy sprawdził olej i hamulce, odkręcił filter. Brudny. Odwrócił głowę, przeszedł wzrokiem po moich nogach. przeszły mnie dreszcze po plecach. Nie wiem dlaczego ale uśmiechnięty powiedział:
-Choć bliżej to przytrzymasz filter. Trzeba go wyczyścić. Idę po szczoteczkę.
Uśmiechnięty poszedł do blatu. Co go tak bawiło?
Wrócił, odebrał filter i zaczął go czyścić. Teraz poczułam jego perfumę. Ma dobry gust. Odsunęłam się. Albo mi się wydawało, albo patrzył kątem oka na moje nogi. Usiadłam z powrotem. Patrzyłam na jego mięśnie pleców pod białą bokserką. Jeśli będę miała odwagę to zapytam się czy ćwiczy.
-No nieee... - wstał - Następna biała koszulka w smarze.
Rzeczywiście. Na koszulce, w miejscu sześciopaka, który napiął widniała czarna plama. Zaczął się rozglądać.
-No gdzie jest ta ścierka... -mruknął pod nosem, a potem spojrzał na mnie z uśmiechem - pomóż mi ściągnąć koszulkę, nie chcę ubrudzić jej do końca, a mam brudne dłonie.
Spojrzał na mnie wyzywająco. Podeszłam z miną <wiem, że coś knujesz> i lekkim uśmiechem. Złapałam za końce koszulki koło jego bioder. Podniósł ręce. Zaczęłam podnosić koszulkę. Im wyżej była, tym mój oddech był głębszy. Stałam na palcach. Z płucami pełnymi podziwu jego ciała, zdjęłam koszulkę. Trzymałam ciepły materiał. Boże, jaaaaakie ciało! Aż chciało się dotknąć każdego mięśnia. Odwróciłam się aby przypadkiem nie rzucić się na niego.
-Gdzie położyć koszulkę? - próbowałam mówić swobodnie a przed oczami wciąż miałam jego ciało.
-Hymm... -słyszałam rozbawienie w jego głosie -gdzie chcesz, aby było czysto.
Odwróciłam się i uśmiechnęłam, tym razem szczerze, bo przyznam że sytuacja była śmieszna, no może trochę.. Ten tego...
-Czyli gdzie?
Poczułam, że mam miękkie nogi. Ten uśmiech i ciało. Czy to nie przypadkiem anioł, wersja seksapil?
-Nie wiem, ja wracam do skutera.
Uśmiechnięty zabrał się do zajęcia. Stałam przez chwilę z koszulką. Pachniała jego perfumą. Z niechęcią odłożyłam koszulkę na krzesełko. Rozejrzałam się. Czym by tu się zająć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ale sen... Co to miało znaczyć? Nie żebym wierzyła w sny... To tylko wyobraźnia szarych komórek, jeśli je masz. Hymm... Jestem w jakimś dobrym humorze. Poszłam do kuchni szurając nogami. Głupi sen, przez niego się nie wyspałam. Ten las był taki gęsty, gdzieś biegłam. E tam. Dobra, mmm, pełna lodówka, a ja jak zawsze nie widzę nic do jedzenia. Poszłam do łazienki. Boże! Jak ja wyglądam? Co to jest te coś przede mną? Odwróciłam głowę. Nie mogłam na siebie patrzeć.
Jejuś jak nudno...
-Paulina! Paulina! Chodź ze mną, tata wystawia skuter! -krzyczy Hubert.
-Skuter? Myślałam, że sprzedaliście...
Wyszłam. Oh. To ten skuter. Ma 90 na liczniku i ma wał kardana. Pamiętam jak jeździliśmy na nim we trzech. Jest super. Mój to chiński, jakaś tam firma. Jeździ i szkoda, że ma blokady. Ten nawet nie wie co to jest blokada. No, no.
-Paulina, dawaj. Umiesz jeździć to wypróbuj go, naładowałem akumulator -mówi Wujek.
Usiadłam i poczułam się prawie jak na swoim. Odpaliłam i słyszałam ten miły głos i zapach. Ruszyłam powoli. Tak, jest o wiele lepszy od mojego. Nie ma to jak zachodnia firma. Hamulce, git. Z uśmiechem na gębie przejechałam się po podwórku. Wujek dumny, stał i obserwował. Tak, tym skuterem można zrobić dobrego zrywa nie bojąc się o poluźnienie paska. Odstawiłam skuter.
-Pojedziesz z Hubertem do sklepu to lody kupicie.
Hubert się wystraszył. Zawsze bał się jeździć takimi maszynami. Miał kiedyś takiego zajebistego quada, ale Wujek go sprzedał, bo Hubert nim nie jeździł.
-Dobrze, tylko coś zjem i się przebiorę.
-Ja nie chcę jechać, ja mam rower... - przekonuje Wujka, Hubert.
Poszłam do domu. Zjadłam, przebrałam się i wyszłam. Nalałam wody do wiaderka ze ścierką i umyłam skuter. Ciemny, bez lusterek. Nie lubiłam jak nie było lusterek. Wtedy wydawało mi się, że brakuje bardzo ważnej części. Przyzwyczaiłam się do mojego czerwono-czarno-białego skutera. Poszłam do Wujka, może jakieś znajdzie.
-Wujek, masz jakieś lusterko od skutera?
Odszedł od samochodu. Wujek jest szeroki w barach. Widać, że w młodości był kozakiem. Odkręcił lusterko od fioletowego motoroweru. Chciałbym pojeździć też nim ale brakuje jakieś ważnej części. Wujek ma tyle gratów w garażu. Mama opowiadała, że jak była młoda to co jakiś czas miała nowy motocykl. Wujek handlował i tak zostało do teraz. Odnawiał samochody i sprzedawał lub naprawiał bryczki na zamówienia. Znał się na fachu.
-Dziękuję.
Wzięłam lusterko i przykręciłam do lewej strony. Jak dobrze, że się gwint zgadzał. Wzięłam kasę od Cioci i ruszyłam do sklepu.
Ta, jak mam dobry sprzęt to droga do kitu. Za dużo to nie zaszaleje po tej drodze. Gdy pakowałam lody do skutera usłyszałam już znajomy dźwięk. To Kamil, poznałam po motocyklu, kasku i ramionach. Zobaczył mnie i zaczął zwalniać. Przystał obok, zgasił silnik i zdjął kask.
-Elo, wiesz... Sorry, że wczoraj tak głupio się zachowywałem pod koniec...- mówił szybko widać że chciał mieć to za sobą, nie dał mi się nawet przywitać.
-Ale o co ci chodzi? Przecież każdy ma taką chwilę.
-E... Czy ja wiem... Ale sorry, może i każdy ale nie przy ludziach.
-Dobra tam...
Spojrzał na skuter. Był zdziwiony.
-Umiesz jeździć? Nie wspominałaś.
-Bo nie pytałeś. Jazda skuterem to najłatwiejsza rzecz. W domu też jeżdżę, czemu pytasz?
-Nic, nic... Dobra, ja lecę do chłopaków. Na razie.
-Cześć.

*************************
Jeździ na skuterze? A jeśli coś jej się stanie? Szybko nie da rady jeździć, ale jak śmierć się uprze to nawet to jest niebezpieczne. Muszę sprawdzić ten skuter. Może mieć niewymieniony olej hamulcowy albo słaby pasek, chociaż wydawało mi się, że ten skuter jest na łańcuch. Te 90 na liczniku coś o sobie mówi. Nie wiem. Muszę go sprawdzić. Nie może zginąć przez mój pech.
*************************
Wręcz nie mogłam się doczekać kiedy będę mogła znowu pojechać skuterem. Szkoda, że nie ma tu asfaltu. Na pewno próbowałabym wycisnąć więcej. Poszłam do pokoju i sprawdziłam czy przypadkiem nie dzwoniła Natalka. Ja tu przeżywam świetne chwile, bo poznałam nowego chłopaka, a ona nic nie wie. Już miałam do niej zadzwonić ale usłyszałam jak woła mnie Ciocia. Wzięłam telefon w kieszeń i poszłam w kierunku głosu. No tak, mam nową robotę...
 

 
-Muszę wracać.
Spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem. Wstałam.
-Odprowadzę cię. Dasz mi swój numer telefonu? Może podwiozę cię jak będziesz szła do sklepu - starał się mówić rozbawionym głosem. Wystarczył jeden wieczór z nim i już wiedziałam, że nie zawsze jest wesoły. Teraz wiem, że ma problemy i rozmyśla nad czymś bardzo poważnym. Podyktowałam mu numer, uśmiechnął się, ale wzrok miał wciąż nieobecny.
Gdy wracaliśmy rozmawialiśmy o jeziorze oraz najciekawszych miejscach. Słuchał uważnie, jednak czasami wydawało mi się, że odpływa gdzieś myślami.
-To dobranoc - nie umiałam się żegnać. Nie wiedziałam co powiedzieć. Jednak uśmiechnął się, trochę wymuszono. Boże... Jaka ja jestem niedoświadczona.
-Dobranoc, przyda mi się dobry sen.
Odwrócił się i poszedł. Patrzyłam jak jego sylwetka ginie za zakrętem.
To było dziwne. Rozmyślałam nad każdym słowem które pamiętałam i łączyłam z tym co powiedział na pożegnanie. I przypomniałam sobie co powiedział na górze, czemu tam przychodzi. "Tutaj przedłużam sobie dzień." I jeszcze to: "Przyda mi się dobry sen." A może... On ma koszmary?

*************************
Wracając wciąż widziałem jej szczupłe nogi i te skupienie gdy biegła. Przyznam, że się strasznie zmęczyłem. Ostatnio zupełnie nie biegam, tylko cross, koledzy i piwko. Dobrze, że nie palę. Gdyby nie to, że musiałem kupić części do motocykla i musiałem oszczędzać, paliłbym i pewnie nie dobiegłbym do tej góry. Kiedy przypominam sobie te chwile jak zareagowałem na jej dotyk, robi mi się głupio. Czemu nie mogłem jej wtedy wziąć za rękę? Eh. I jeszcze teraz. Co mi odbiło żeby się tak zachowywać? Pewnie myśli, że jestem dziwakiem. I mam takie uczucie, że chyba się jej nie podobam. A co jeśli spodobał się jej Mateusz? Jest taka poważna. Owszem, uśmiecha się i żartuje, ale jest zbyt poważna jak na swój wiek. No właśnie, nawet nie wiem ile dokładnie ma lat. Jestem taki nieogarnięty. Dziwnie mi się wtedy przyglądała. Ale najgłupsze jest to, że na początku spodobało mi się jej ciało, a teraz? Teraz podoba mi się jak jest poważna, jak roześmiana, jak się zastanawia. Właśnie. Przypomniało mi się jak wyglądała gdy szła w moją stronę. Myślała o czymś. Była taka nieobecna. Potem zobaczyła mnie i wszystko znikło. Nie zna mnie, więc co tu się dziwić. Ile to już czasu minęło, kiedy tak rozmyślałem o dziewczynie? Dwa lata? Nie, już niedługo będą trzy. Wciąż mam w snach jej twarz całą we krwi. Tak ją kochałem i zabiłem ją własną pasją. Byliśmy ze sobą pół roku. Nie, nie mogę o tym myśleć. Moje sny odtwarzają te wydarzenie już tysiące razy. Za każdym razem gdy chcę uratować Ilonę, budzę się, zdyszany i spocony. Kiedyś nawet krzyczałem. A jeśli Paulina skończy ze mną tak samo? Nie mogę do tego dopuścić, nie powinienem jej narażać. Powinienem przestać się z nią spotykać, albo chociaż ograniczyć to i przestać o niej myśleć. Przyznam, że wtedy byłem niedoświadczonym szczeniakiem, ale nie mogę dopuścić do tego.

Obudziłem się tak jak zawsze. Wilgotne ręce i plecy oraz przyśpieszony oddech przypominały o moim śnie. Hymm... który dzisiaj?
-Babciu?
-O dobrze że już wstałeś. Jakaś paczka przyszła. Zapłaciłam za ciebie.
Wyskoczyłem z łóżka, w pośpiechu nałożyłem spodnie i ruszyłem do kuchni. Rozerwałem folię i ukazała się nowa dętka. Bez śniadania pobiegłem do garażu. Poczułem ból w nogach. Zakwasy po wczorajszym biegu. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem rozkręcony przód. Odetchnąłem parę razy głęboko, aby się ogarnąć. Przy naprawie nie można zrobić żadnego błędu.

Wyprowadziłem motocykl. Czysty i tak długo nie używany. Już miałem odpalać, gdy usłyszałem głos Babci.
-A śniadanie? Twoja mama mi nie daruje jeśli schudniesz.
Postawiłem i opuściłem swoje dziecko z wyraźną niechęcią. Śniadanie jadłem szybko, przebrałem się, nałożyłem swój strój, wziąłem kask i ruszyłem do mojej pasji. Dzisiaj mam zamiar poszarżować, więc musiałem mieć odpowiedni strój.
*************************
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Odetchnęłam z ulgą. Nie wiem czemu spanikowałam. Przecież go nawet nie znam. Widać szkoda mi takiego ciacha, które szło koło mnie.
-A twoi koledzy? Przecież mogli zajechać po ciebie. Musiałeś siedzieć tyle czasu w domu... - nie pozwolił mi skończyć, widać zaczęłam zły temat.
-Kiedy są potrzebni to ich nie ma. Cieszą się wolnością jazdy. W mieście jest duży ruch i musimy jeździć do specjalnych miejsc przeznaczonych do tego. Tu droga jest piaskowa lub wyłożona kamieniem więc czujemy się świetnie na tych terenach.
-Aha, spoko, tak tylko pytam - nie wiedziałam co odpowiedzieć. Wkurzył się na nich.
Szliśmy przez jakiś czas w ciszy,
-Tu mieszka moja babcia z dziadkiem.
Wskazał niewielki ale zadbany domek. Kanarkowe ściany i ciemny dach nie zgrały się dobrze ale kolorowy ogródek trochę zmniejszył ten wielki błąd. Piaskowa dróżka była poryta. Słońce, które już w połowie się schowało, rzucało na nas żółto-pomarańczowe promienie. Nie wiem czy wyglądałam dobrze, ale on wyglądał świetnie. Silne ramiona zostały wycieniowane, a tors uwidocznił się pod wpływem wiatru. Tak łatwo mogłabym teraz go narysować. Spojrzał na mnie, zauważył, że się mu przyglądam. Odwróciłam szybko głowę.
-Mogę pokazać ci pewne miejsce?
-Daleko? Lepiej żebym była w domu o takiej godzinie, żeby Wujek się nie przyczepił.
-Chodź, zdążymy. Możemy pobiec?
Uśmiechnęłam się. W końcu klimat w którym się znam.
-Spoko. Gdzie?
Zaczął biec. Nie biegł szybko więc go dogoniłam i zaczęliśmy biec szybciej. Biegliśmy w stronę góry. Nie zmęczyłam się jeszcze, pomimo, że przebiegliśmy spory kawałek.
-Dawaj polem... - powiedział między ciężkimi oddechami.
Wbiegaliśmy pod górę. Moje codzienne bieganie w końcu się na coś przydało, ale o wiele gorzej biegło się pod wzniesienie. Zatrzymał się. Głębokie oddechy unosiły jego tors.
-Chyba to nie był... dobry pomysł, co? - powiedziałam śmiejąc się.
-Ale będzie warto, zobaczysz.
Szliśmy pod górę. Gdy byliśmy na szczycie zobaczyłam prawie całe słońce.
-Ostro... Jeszcze tam było zachodzące.
-Tutaj przedłużam sobie dzień. W mieście nie mam takich widoków.
-Ja mam - pożałowałam, że to powiedziałam. Pomyśli, że jestem jakąś wiochmenką. Spojrzał zaskoczony.
-Ale masz fajnie - powiedział i usiadł. Usiadłam obok ale nie za blisko. Przypomniałam sobie Natalkę. No tak, ona usiadłaby nawet na głowę, aby być blisko gościa. Uśmiechnęłam się w duchu.
-Daj mi okulary.
O nie. Moje drobne okulary w jego dużych dłoniach? Zauważył, że się waham.
-Nic im nie zrobię...
O ty! On mnie hipnotyzował! Powiedział to takim miękkim głosem, że już wiem jak podrywa dziewczyny. Chociaż nie zdziwiłabym się gdyby już miał dziewczynę. Nie sposób było nie posłuchać takiego głosu. Już się nie wahałam i oddałam mu okulary. Położył je obok na trawie. Obserwowałam każdy jego ruch, gdzie kładł i jak. Nagle spojrzał mi w oczy. Aż się wystraszyłam, zrobił to tak nachalnie.
-Niebieskie... Prawie granatowe...
Odwróciłam głowę. Nienawidzę jak ktoś mnie obserwuje. Wystarczy, że Natalka się popatrzy jak maluje oko i już nie daję rady i ją upominam. Tak, ona ma rację. Jestem jakaś dzika.
-Ej, sorry...
-Nie przepraszaj, nie masz za co... To ja tak dziwnie reaguję.
-Po prostu zastanawiałem się jak możesz mieć tak ciemne, prawie granatowe oczy. Przez okulary nic nie widać.
-Ty też masz dziwne, takie szare, a może jasne niebieskie... - też spojrzałam tak nachalnie w jego oczy. Odwrócił głowę i się roześmiał.
-Już wiem jak się poczułaś przed chwilą. Sorry, nie wiedziałem że to takie obcesowe.
Śmialiśmy się. Sięgnęłam po okulary, a on w tym samym czasie też po nie sięgnął. Widać chciał mi je oddać. Dotknęliśmy się. On zabrał dłoń i się speszył. Wzięłam okulary i nałożyłam. Tak było o wiele lepiej. Zaczęłam się zastanawiać czy właśnie dotyk czyjeś ręki go onieśmiela, ale mi przerwał.
-Długo już tu jesteś? - mówił do mnie ale patrzył na zachodzące już słońce.
-Chyba tydzień, te dni szybko mijają. A ty?
-Półtora. Na początku jarałem się tym miejscem, potem gdy zwiedziłem najlepsze miejsca na jazdę, wszystko stało się takie zwykłe. Tylko te miejsce zostało czymś innym od reszty - wciąż patrzył się w ostatki słońca.
Co miałam odpowiedzieć? Pierwszy raz miałam taką sytuację. Zawsze chłopacy chcieli się na początek tylko całować, a on? Właśnie powiedział swoje myśli na głos. Przyszedł sms. Ciocia napisała żebym wracała, gdziekolwiek jestem.
-Muszę wracać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Biegałam ostatnio coraz częściej, ale nie miałam odwagi biegnąć w stronę lasu. On już nie jeździ. Straciłam nadzieję. Może już odjechał? To czwarty dzień. Pobiegłam aż do sklepu, kupiłam coś do picia i wracałam lekkim truchtem. Nienawidzę tej drogi, w każdej chwili można stracić równowagę. Nienawidzę tego upału. Nienawidzę tego, że Wujek nie puszcza Cioci nad jezioro. Nienawidzę wszystkiego. Wieczorem powiem Cioci, że idę sama. Nie chcę tam dłużej siedzieć. Opaliłam się wystarczająco. Usłyszałam odgłos motocykla. Odwróciłam się i zobaczyłam żółtego crossa, a na nim chłopaka, który zatrzymał się i zdjął kask. Był opalony, miał ciemne oczy i krótkie włosy, trochę za jasne, może farbowane.
-O, to ty. Myślałem, że już nigdy cię nie spotkam. Kamil powiedział, że jak cię zobaczę to mam powiedzieć ci, żebyś poszła w jego stronę.
-A czemu mam ci wierzyć?
-Nie wiem, jak chcesz - uśmiechnął się, nałożył kask i pojechał dalej.
Kamil. A więc tak ma na imię. Z nadzieją pobiegłam do domu.

*************************
Cholerna dętka. Już cztery dni się z nią męczę. Najpierw próbowałem ją skleić. Potem przeszukałem cały garaż dziadków. Nic. Zamówiłem na necie i pozostało mi czekać. Właśnie, przez to mam zbyt wiele czasu na rozmyślanie. I ta dziewczyna. Jej ciało. Normalnie przykład modelki. Pewnie gdy idzie ulicą w leginsach, zwraca na siebie uwagę wszystkich chłopaków. W twarzy nie ma nic specjalnego. Co tu ukrywać? Wąskie ale bardzo ciemnoczerwone usta, cera ma parę niedoskonałości, no i nosi te okulary. Przyznam, że byłem pod wrażeniem kiedy je zdjęła. Jej oczy były koloru niebieskiego ale bardzo ciemnego, zupełnie przeciwny do jej jasnych blond włosów. Zauważyłem, że często biega, ale czemu nie biega w moją stronę? Może mnie omija? Może jej się nie spodobałem? Gdybym miał zapasową dętkę, ale jak zawsze, nie pomyślałem, gdy pakowałem szybko crossa na bryczkę. Przejechałbym się parę razy koło niej, może znowu złapałbym ją jak się opala. Poszedłbym w stronę jej domu, ale bez motoru czuję się jak bez ręki. Zostało mi tylko czekać. Czemu moi koledzy jak są potrzebni, to ich nigdy nie ma? Napisałem do Mateusza, że jak ją spotka, to niech powie żeby przeszła się w moją stronę. Jeśli będą się śmiali z moich prób nawiązania kontaktu to najwyżej dostaną w ryj.
*************************

Iść czy nie iść, oto jest pytanie. Zapewne każda odpowiedziała by iść ale mój pesymizm podpowiada, że nie dosyć, że nie znam chłopaka to na dodatek leci tylko na moją dupę. Kto wie jakie ma zamiary? E tam, i tak się nudzę więc jedyne co mi pozostało to przejść się w stronę lasu. Popatrzyłam na słońce i zobaczyłam, że jest nisko nad horyzontem. Trzeba się streszczać. Wlazłam w rurki i nałożyłam adidasy. Zawsze mam problem z bluzką. Niby do rurek pasuje każda ale ta może być za luźna, ta może być za ścisła, w tej wyglądam dziecinnie. Wybrałam luźniejszą, turkusową. Jeśli mu się nie spodoba to jego problem, wystarczy, że podkreśliłam nogi. Poprawiłam wygląd twarzy, oczu i poszłam się przejść.
Ciepły wiatr wiał mi w twarz. Gdyby nie to, że idę do nieznajomego chłopaka sama, bardzo szybko bym się rozluźniła. Minęłam jeden dom, wiedziałam, że to nie jego bo kiedyś jak byłam mała poznałam jego właścicieli. Przypomniały mi się tamte lata i złocisty kolor ścian, wyłożonych drewnianymi deseczkami. Chciałabym mieć taki kolor włosów, ale gdybym pomalowała, tylko przez tydzień miałabym świetny kolor. Przez to, że się rozmarzyłam, nie zauważyłam chłopaka, który szedł w moją stronę. Był wysoki i szeroki w ramionach. Po włosach rozpoznałam, że to on. W środku zaczęłam panikować, ale nie pokazałam tego po sobie. Zawsze umiałam szybko opanowywać emocje, tylko z płaczem miałam problem. Zbliżaliśmy się bardzo szybko. Pomimo słabego wzroku, widziałam szeroki uśmiech na jego twarzy. Nie umiałam wyobrazić sobie go w innym nastroju. Coraz bliżej, coraz bliżej...
-Siema!
-Siemka - nie umiałam odpowiedzieć tak wesoło jak on.
-To gdzie idziemy?
-Lepiej w twoją stronę, nie chcę żeby zobaczył mnie Wujek - rozluźniłam się trochę wspominając dobrze znaną osobę. Roześmiał się.
-Czyli mamy obserwatora?
-Tak, miałam szczęście, że nie zobaczył jak mnie odwoziłeś. Zaraz byłyby pytania, kto, co i jak - kurcze, powinnam myśleć trochę przy odpowiedziach. Dalej się uśmiecha. Jednak nie chcę wiedzieć co chodzi mu po głowie.
-Wiesz, że nie mieliśmy jeszcze okazji się przedstawić? Kamil jestem - wyciągnął dłoń.
-Paulina - podałam mu swoją dłoń i uścisnęłam jego. Ciepła, lekko szorstka i duża. Chyba przytrzymaliśmy ręce zbyt długo, bo gdy zabraliśmy je, on się lekko speszył. W końcu nie jest taki pewny, więc tym razem zaczęłam ja.
-Czemu już nie jeździsz? - spojrzałam się na niego. Temat motocykla dał mu z powrotem pewność siebie.
-Gdy wracałem od twojego domu dętka coś złapała. Kleiłem i szukałem nowej ale nic z tego. Jutro ma przyjść nowa - mówił poważnie, widać, że motocykl ma dla niego duże znaczenie. Przez jego wypowiedziane słowa trochę spanikowałam.
-Nic ci się nie stało?
-Jak widać nic, miałem szczęście, że powietrze spadło dopiero w domu.
Odetchnęłam z ulgą. Nie wiem czemu spanikowałam. Przecież go nawet nie znam. Widać szkoda mi takiego ciacha, które szło koło mnie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
-Gotowa? - krzyknął.
-Tak!
Ruszył tak, że tyłem zrobił kółeczko aby zawrócić motor w stronę w którą szłam. Za nami był tylko kurz. Jechał dosyć szybko, a ja owinęłam się rękoma wokół jego talii. Każdy uskok był łagodniejszy dzięki amortyzatorom. Patrzyłam na rozmazane kontury nie tylko dlatego, że zdjęłam okulary ale też prędkość robiła swoje. Zatrzymał się. Zeszłam, oddałam kask i założyłam okulary.
-Skąd wiesz, że tu mieszkam?
-Widziałem cię - powiedział z rozbawieniem. Przyznam, że dzisiaj chyba był w dobrym humorze.
-Gdzie? - spytałam wystraszona. On rozbawił się jeszcze bardziej.
-Na podwórku, leżałaś i się opalałaś. Takiego ciała nie sposób było nie zauważyć.
Gdybym mogła, zrobiłabym buraka, jednak nie umiałam czerwienić się pod wpływem emocji.
-Ahaa... Dobra... To dzięki... I narazie - ledwo sklejałam słowa, a on uśmiechał się coraz szerzej.
-Narazicho. Myślę, że się jeszcze spotkamy.
I odjechał, zostawiając mnie z milionami pytań. Wiedziałam tylko to - mieszkał przy lesie, bo tam prowadziła dalej droga, i że jest mega seksowny.

Kiedy? Przecież zauważyłabym, żeby jechał jakiś motocykl. Myślałam i wciąż nie mogłam rozwiązać zagadki kiedy mnie widział. To już dwa dni od tamtej jazdy, a ja nie mogę spać, gdy myślę o tych ciemnych włosach, niebieskich lub szarych oczach, ślicznym uśmiechu i bardzo uwidocznionej szczęce. Pomimo, że był w koszulce, nie mogłam przypomnieć sobie jakie miał ramiona, jaki wzrost. Nic, tylko te włosy, oczy, usta... Przez to, że jestem pesymistką, zaczynałam zastanawiać się czy nie jest za niski. Jestem wysoką dziewczyną. Mam 172cm wzrostu. To dużo i nie chciałabym więcej rosnąć. Wydawało mi się, że jest wysoki, ale wszystko przypominam sobie jak przez mgłę. Muszę go zobaczyć. I teraz nagle przypomniałam sobie kiedy mogłam nie zauważyć chłopaka. Raz zasnęłam leżąc na plecach. Przez te słońce i lekki wiaterek spałam jak zabita. Było to bardzo możliwe. Tak, to musiała być ta sytuacja. Musiałam mieć takiego pecha, że syn Cioci, Hubert, mnie nie obudził... Akurat wtedy. Mój pesymizm podstawiał nowe myśli - A jeśli on widział jakąś śmieszną minę jak spałaś? Przecież wiesz, że jak śpisz to nie wyglądasz pięknie - To wystarczyło aby mieć nowe pytania. Gdy szłam, o włos nie wpadłam na Ciocię.
-Paulina! Co ci? - była naprawdę wystraszona.
-Nic, nic. Tak tylko się zamyśliłam - odpowiedziałam, lekko się uśmiechając. Chciałam ją uspokoić. Nie chciało mi się opowiadać o całym zamieszaniu, ale wpadłam na dobry pomysł.
-Aha, pomożesz mi obierać ziemniaki?
-Dobrze, tylko zmienię spodnie, te są jasne i mogę je ubrudzić.
-Czekam na dworze.
Poszłam do pokoju, obmyślając mój niecny plan. Gdy byłam z powrotem, miałam już gotowe pytania.
-Ciocia, kiedy idziemy nad jezioro?
-A możemy iść, tylko Wujek niech gdzieś pojedzie, bo ten zawsze coś wymyśli, abyśmy zostały w domu.
-A, to fajnie. Hubert ma rękawki? - pytałam niby z zainteresowaniem, musiałam iść okrężną drogą, bo Ciocia łatwo się domyśla.
-Ma, ma. Nowe kupiłam.
-To dobrze. A pani Bożena zajęta jest? Pewnie duże zamieszanie ma w sklepie.
-No turystów w tym roku dużo jest.
-A gdzie turyści się zatrzymują? Przecież ten dom z pokojami został sprzedany.
-Dużo nocuje w namiotach. A reszta nie wiem.
Musiałam spróbować inaczej.
-Ostatnio pies gonił jakiś motor. Kto tu ma motor w pobliżu?
-A przyjechali tacy starsi ludzie z wnukiem. Słyszałam, że młody się zbuntował i wziął motor. Sam przyczepił bryczkę do dziadków samochodu.
To mi wystarczyło. Wiem, że jest z dziadkami, którzy go pewnie nie pilnują. Ma wolną rękę. Też wiem, że chłopak jest buntownikiem i kocha swojego crossa. Ma charakterek. Ciocia pracuje u ludzi, którzy lubią wszystko wiedzieć i się tym dzielić, temu tyle wiedziała. Tylko jak on ma na imię?
-A ty co tak wypytujesz? - spytała podejrzanym głosem. A niech to. Zapomniałam zmienić temat. Bardzo ważna zasada.
-Nic, ciekawe czy psa nie rozjedzie.
-No, trzeba psa uczepić czasami. Weź przynieś mi trochę wina w kubeczku dopóki Wujka nie ma na horyzoncie.
Odeszłam z chęcią. Nie lubię obierać ziemniaków.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›